Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Hypnos 69 - Legacy

Napisane przez: The Patient , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-05-01

Ktoś kiedyś pisząc Recenzję płyty Tool – Lateralus, stwierdził że tak doskonałe od pierwszej do ostatniej minuty albumy powstają raz na 10 lat. Coś w tym jest, w 2001 roku Lateralus był taką genialną, rewelacyjną płytą. W 2010 roku mało znany zespół Hypnos 69 wydał Legacy. Album zauważony przez nie wielu, lecz bardzo wysoko oceniany. Po przeczytaniu sporej dawki zachwytów nad tym dziełem, musiałem szybko się z nim zapoznać. Kilka przesłuchań i ten album mną zawładnął, Rewelacyjna płyta.

Ale po kolei, parę słów o zespole. Powstał on w 1994 roku pod nazwą Starfall, rok później zmienili nazwę na Hypnos 69. Zespół wydał kilka płyt: Where All The Ends Unite - EP (2000 r.), Timeline Traveller (2001), Promise of a New Moon (2003), The Intrigue of Perception (2004), The Eclectic Measure (2007) i Recenzowany album. Zespół występował na kilku festiwalach w Europie, dał także parę samodzielnych koncertów na starym kontynencie. Nigdy nie zagrali w naszym pięknym kraju.

Zacznijmy od tego, że album został wydany nie dawno, ale klimat na płycie jest z lat 70-tych. Okej, nie zaprzeczam, płyta mocno kojarzy się z dokonaniami King Crimson, nie uważam tego jednak za wadę, ponieważ zespół, nie poszedł na łatwiznę i nie brał garściami nic ze wspomnianej kapeli. Stworzyli własny oryginalny klimat. Słuchając Legacy, trzeba tej muzyce poświęcić sporo czasu, aby wyłapać wszystkie smaczki na płycie, a jest ich tu naprawdę bardzo wiele. Usłyszymy tu takie instrumenty jak mellotron, organy Hammonda, czy syntezator analogowy. W czasie ponad 72 minut dzieje się naprawdę bardzo dużo. W zespole jest czterech muzyków, słuchając tego albumu ma się jednak wrażenie, iż wykonawców występujących na płycie jest znacznie więcej. Na tym albumie jest wszystko, co najlepsze w muzyce z lat 70-tych, czyli, klimat (nawet ostatnia płyta Opeth, tak starannie stylizowana nie ma takiego specyficznego klimatu tamtych lat), brzmienie - jakbym nie znał daty wydania albumu, w życiu bym nie pomyślał że została wydana w 2010 roku, podejrzewałbym, lata 70-te. Mamy tutaj dużo solówek głównie gitarowych, choć znalazło się też miejsce dla solówek na innych instrumentach, takich jak chodźby saksofon, czy flet. Tutaj każdy instrument ma swoje 5 minut. Nie będę opisywał każdego utworu, uważam, że to nie ma sensu. Utwory mocno się od siebie różnią, ale razem tworzą spójną całość. Mamy tutaj sporo wariacji popisów i wręcz ścianę dźwięków. Nie sposób za pierwszym, czy nawet kolejnym przesłuchaniem wyłapać wszystkie dźwięki, które do nas docierają. Znalazło się też wcale nie mało miejsca na spokojniejsze momenty, głównie w środkowej części albumu.

Legacy to album doskonały od pierwszej minuty do ostatniego dźwięku, nie ma tu nic nudzącego. Wszystko jest zagrane z lekkością, nie ma tu nic wymuszonego. Ten album zawładnie wami, po przesłuchaniu, będziecie chcieli słuchać go jeszcze raz i jeszcze raz, kilka razy dziennie.

10 lat czekałem na album, który powali mnie jak powaliła mnie płyta Tool w 2001 roku. Legacy jest albumem doskonałym. Szkoda tylko, że zostanie niezauważony przez szerszą publiczność. Może, tą recenzją zachęcę kilka osób do zapoznania się z albumem.

Inne teksty tego autora: