Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Powrót kina metafizycznego

Napisane przez: Pipkin , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-06-01
Mieliście kiedyś po wizycie w kinie na wybitnym filmie takie uczucie, że wracając do domu nie baczyliście nawet, w którym kierunku zmierzacie? Burza myśli zagłuszona jeszcze większą burzą targających wami emocji, sprowadziły was do roli chłonącej czujki na metafizyczne bodźce? Ten stan ciągłego doznania, równy wielkiemu wzruszeniu nad geniuszem jakiegokolwiek dzieła?

Beyond the Black Rainbow to debiutancki obraz młodego greka – Panosa Cosmatosa. Opowiada o ucieczce pewnej dziewczyny z ośrodka badawczego Arboria. Badania nad nią prowadzi fenomenalny w tej roli Michael Rogers. Cała rzecz dzieje się w alternatywnej przeszłości 1983 roku. Jednakże, tak jak i fabuła w Drive, tak i w tym filmie ma ona niewielkie znaczenie, ale o tym zaraz. Ciekawy szczegół: za efekty specjalne odpowiada Brant McCoy – tenże sam, którego znamy z tanich produkcji Sy Fy i Cinetel.

BtBR to od samego początku do końca gra estetyką. Krytycy wymieniają miliony nazwisk: Carpenter, Jodorowski, Kubrick, Lynch, Argento itd. Pokusiłbym się jednak o uściślenie. Wyobraźcie sobie spotkanie Jodorowskiego z THX1181 i Solaris Tarkowskiego (odczuwa się rytm dzieła rosyjskiego mistrza) w kosmosie zainspirowanym Planetą Wampirów Bavy i lokacjami z Suspirii. Trudno jednak powiedzieć na ile jest to dokładne w przypadku recenzowanego filmu, wszystko w nim bowiem powiewa nowością, mimo że przetwarza on najlepsze wzorce kina science-fiction i nie tylko. To metafizyczna transmisja, która za sprawą zniekształceń sprawia, że staje się czymś zupełnie innym.

W odróżnieniu od Drive, który był jakby gatunkowym posterem i na bazie oczywistych schematów kina akcji przetwarzał jego wzorce, Beyond the Black Rainbow jest jakością, jakiej dawno już w kinie (nie tylko sci-fi) nie było. Wszystko u greka jest genialnie dopracowane. Przepiękna, pulsująca i często niepokojąca muzyka Jeremiego Schmidta wywołuje niezwykłe odczucia, zwłaszcza jeśli towarzyszy jej kolorystyczna orgia obrazu. Kompozytor z Black Mountain muzykę wykonał wyłącznie na syntezatorach z lat 80 – i to słychać, zwłaszcza w ciepłym brzmieniu. A owe kolory u Cosmatosa mają coś ze Świętej Krwi, jednak odzwierciedlają one zupełnie inną przestrzeń – przestrzeń futurystyczną.

Puls w BtBR jest właśnie rzeczą najpiękniejszą. Można owe tempo uznać za mały mankament, albo dać się jemu totalnie ponieść. Czasami wszystko stopniowo narasta, a czasami przychodzi nam zmierzyć się z falami napływającego piękna, przypominającego momentami to z animacji Jose Antoniego Sistiagi. Film w jednym momencie ulega też wyraźnemu załamaniu i – jak może się z początku wydawać – zupełnie niepotrzebnie wchodzi ostra muzyka Venom. Ale czym są lata 80 bez Venom? Po dłuższym namyśle, tak jak i bez Venom, bez robotów, oldschoolowej czołówki, tryskającej krwi, czy dymów ten film byłby niekompletny.

Czym właściwie jest Beyond the Black Rainbow? Filmem-retro o tysiącu inspiracji, jednak nie sposób wskazać żadnej konkretnej? Najwybitniejszym filmem science-fiction od czasów Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka? Estetycznym i wizualnym narkotykiem, czy może tylko wysmakowaną kliszą? A może naprawdę oryginalnym arcydziełem? Po co rozmyślać, trzeba zobaczyć i DOZNAĆ.

Inne teksty tego autora: