Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Wywiad z zespołem HipGnosis

Napisane przez: The Patient , Rodzaj: Wywiad , Dodane: 2012-06-01
Marzenia się spełniają, wystarczy trochę szczęścia plus cierpliwość, a skryte marzenie się ziści. Moim marzeniem było przeprowadzenie wywiadu z muzykiem z zespołu, który bardzo sobie cenię. Takim zespołem jest właśnie HipGnosis. Kapela istniejąca już jakiś czas na naszym rynku, mająca na koncie dwie płyty długo grające, oraz płytę live. Zapraszam do przeczytania poniższego wywiadu z Ssaweq’iem.
The patient: Witaj. Na starcie naszego wywiadu, pytanie na rozgrzewkę. Jak mija Tobie długi weekend majowy?

Ssaweq: Hmm, ponieważ prowadzę firmę, a właściwie trzy – na liczeniu strat związanych z przestojem… Odpoczynek na siłę, a potem lizanie ran. Jak każdy pracodawca-krwiopijca nie skaczę z radości.

Przed wywiadem zajrzałeś na stronę naszego magazynu. Zwróciłeś uwagę na materiały o „Obcym”. Mam pytanie związane z nadchodzącym „Obcym”, czyli „Prometeuszem”. Jakie masz oczekiwania związane z filmem?

Jak zawsze niemałe, poza drugim Alien vs Predator, który jest dla mnie klapą, niestety. Z wielką frajdą oglądam po dziś dzień każdy z tych starych filmów. Ponieważ „rocznikiem” nie jestem już najmłodszym, więc wszystkie „Alieny” oglądałem w kinie na bieżąco, kiedy się pojawiały. I zawsze towarzyszyły temu emocje. Magiczna saga. Straszono nas z ekranu różnymi Kosmitami w różnych filmach, z reguły coraz śmieszniejszymi. Alien jest niesamowity do dziś i takim już pozostanie. Poza tym słynna prawda o pierwszej części – jego postaci na ekranie prawie nie ma, widać go ponoć podczas filmu raptem w sumie 8 minut, a cały czas siedzisz jak na rozżarzonych węglach!

Film w zamyśle reżysera miał mieć najwyższą kategorię wiekową „R”, niestety wytwórnia nie zgodziła się na to posunięcie. Obcy słynie raczej z surowego i krwawego kina, dla dorosłych. Obniżenie wieku uważasz za dobre posunięcie? I czy nie obawiasz się, że film straci na tym? (Pytanie padło jeszcze w momencie, kiedy była mowa, iż film będzie miał obniżony próg wiekowy. Teraz jak wiadomo film będzie miał kategorię „R”)

Jak to we współczesnym świecie (tylko we współczesnym?!), zdecydowała pewnie kasa. To po prostu daje większą widownię. Ale do filmów „gore” na szczęście Alienom sporo brakuje, więc obaw raczej nie mam. Zresztą dobrze zrobiony film niekoniecznie tego potrzebuje.

Przejdźmy do kapeli. Skąd pomysł na nazwę zespołu?

Wielka miłość do Pink Floyd. To oczywiście nazwa firmy, która zrobiła dziesiątki okładek płytowych wielu, wielu wykonawców. Czasem człowiek jest zaskoczony, kiedy widzi ile słynnych płyt ma grafikę projektu tej właśnie firmy. Ich okładki wyróżniają się – i o to nam też chodzi w muzyce, którą gramy. Są rozpoznawalne ze względu na styl i to pragnienie także jest nam bliskie. Są w końcu robione z naturalnych zdjęć, a nie komputerowym montażem. My, choć stosujemy całe mnóstwo elektroniki, chcemy jednak zachować w swoich dźwiękach tę nieodhumanizowaną czystość przekazu, żeby było wiadomo, że to z serca… Poza tym, chcemy, aby nasza muzyka hipnotyzowała i aby była poszukiwaniem („gnosis”). I jeszcze chcemy, żeby lepiej pokazywała się w wyszukiwarce (śmiech)!

„Relusion” jest concept albumem, o czym jest płyta?

O ateizmie – bo ja jestem ateistą. O szkodach, jakie przynoszą religie i spustoszeniu, jakie powodują. Ale przede wszystkim jest namawianiem do samodzielnego myślenia, do stawienia oporu podsuwanym nam gotowcom - nie tylko o wiarę tu chodzi, ale o… wszystko, co ułatwia bytowanie, ale zniewala i pozwala żerować cwaniakom na naszym życiu i na nas samych. O codziennych staraniach o wolność – musimy żyć w jakimś tam systemie, bo to powoduje, że istniejemy jako społeczeństwa i cywilizacje, ale ich wpływ na nas powinien być ograniczony do minimum. Czyli na przykład niech państwo decyduje, że jeździmy prawą stroną jezdni, ale niech da nam spokój w każdej dziedzinie, w której nie jest niezbędne. A mam wrażenie, że np. biurokracja ma na moje życie coraz większy wpływ i może mnie praktycznie zniszczyć. Kiedyś „System” z Sandrą Bullock wydawał się zupełnie nierealnym filmem, dzisiaj nie masz już chyba takiego wrażenia, prawda?

Prawda. Kto odpowiada za pomysły w zespole, cały zespół, czy macie lidera, który twardą ręką decyduje, co ma się znaleźć na płycie, a co ląduje w koszu?

Hipgnosis to mój pomysł (w sensie jego założenia i kierunku), ja też decyduję o pewnych sprawach, choćby organizacyjnych, bo ktoś musi, żeby to w ogóle posuwało się do przodu. Swego czasu było mnie w tych sprawach więcej, tak myślę. Teraz nie ma już chyba takiej potrzeby. Oczywiście rozmawiamy o wszystkim i ludzie z zespołu na każdy temat mówią, co myślą. Zresztą po latach jesteśmy grupą przyjaciół, a nie tylko współ-grających muzyków, więc toczy się to naturalnie. I chyba bardzo fajny stan osiągnęliśmy w tej materii.

Jak oceniasz płytę po upływie ponad pół roku od wydania?

Uff, dużo lepiej niż na początku! Nie, żebym wcześniej miał zastrzeżenia, ale po prostu po kilkuset godzinach spędzonych na nagrywaniu, miksowaniu i tych wszystkich innych czynnościach, przy których obecny byłem cały czas, po zastanawianiu się, czy werbel nie za cicho albo nie za głośno, trudno już normalnie myśleć. To była prawdziwa budowla tracków, same podkłady sekwencerowe zajmują momentami kilkadziesiąt ścieżek, a to dopiero początek… Teraz jestem z niej w pełni zadowolony i na pewno jest to najlepsza rzecz, jaką zrobiliśmy.

Jakbyś miał możliwość, zmienienia czegoś na albumie, co uległoby zmianie?

Nic, w kontekście tego, co powiedziałem powyżej. Nie wiem jak podejdę do tego za 5 lat, bo na „Sky Is The Limit” (płyta Hipgnosis z 2006 roku) to jednak już kilka spraw zrobiłbym inaczej, ale na ten moment wszystko jest na swoim miejscu.

Czy już powstają jakieś nowe pomysły odnośnie kolejnej płyty?

Tak, mamy już jeden nowy utwór, ale szczerze mówiąc to niewykorzystana muzyka, która nie weszła na „Relusion”. Co nie przeszkadza, że raczej wejdzie do repertuaru koncertowego, tylko musimy popracować…

Jesteście kapelą, która zdecydowanie za mało koncertuje. Choć po wydaniu „Relusion” coś się ruszyło i można was coraz częściej zobaczyć. Co jest powodem tego, iż kapela, która gra niełatwą muzykę w odbiorze, rzadko koncertuje?

Bo w ogóle w Polsce nie jest z koncertami najłatwiej. Tym bardziej, że w naszym przypadku granie dla przypadkowej publiczności jest nieporozumieniem – wtedy męczymy się i my, i ludzie. Wybieramy więc tylko takie sztuki, które mają dla nas jakiś potencjał w odbiorcach i myślę, że to słuszna droga. Poza tym postanowiliśmy, że koniec z dopłacaniem do występów, kluby stawiają – nie wszystkie na szczęście - zaporowe czasem warunki i mamy tego dosyć. Jeśli mają zarobić na tym wszyscy poza zespołem, który gra na scenie, to w naszym przypadku tak nie będzie.

Nigdy nie byłem na waszym koncercie, niestety. Niedługo, 3 czerwca zagracie w Warszawie. Zrobię wszystko, aby być na tym koncercie. Czego po nim można się spodziewać? Czy jakieś niespodzianki dla fanów szykujecie, poza porządną dawką muzyki?

No właśnie nie zagramy. Kazano nam zapłacić za salę, w której mieliśmy wystąpić, żeby właściciel miał zapewniony zwrot kosztów. Ja mam mu to zapewnić?! Zyskami ze sprzedaży piwa raczej się nie podzieli, nie znam takiego przypadku, więc nie zwracajmy sobie głowy. Nie musimy na występach zarabiać, ale nie damy na sobie żerować. I szczerze namawiam wszystkich innych muzyków, żeby wreszcie dać odpór takim praktykom.

Zagraliście niedawno wspólny koncert z Lebowski. Jak do tego doszło i jak wspominasz ten koncert?

No, jest to wielki zespół, muzycznie przynajmniej, bo komercyjnie, to sam nie wiem. Wytwarzają na scenie szczególną magię, co potrafią tylko niektórzy. I takie zespoły wszyscy chyba cenimy najbardziej. Za coś nieuchwytnego, co powoduje ciarki na plecach, a co mieli Floydzi, The Doors i wielu innych. Ale wielu tego nie ma, niestety, i dla mnie taka muzyka pozostaje sztuką dla sztuki. Jak granie Satrianiego na gitarze – miliny dźwięków i miałkie kompozycje.

Na koniec proszę o parę słów do fanów.

Żeby nie popadać w banał – fajnie, że nasze dźwięki do Ciebie dotarły. Fajnie, że sprawiają Ci przyjemność – to już coś. Ale jeśli jeszcze spowodujemy, że pomyślisz coś o swoim życiu, to już zupełnie inna, wielka rzecz. Bez pompy, ale pragniemy ludzi prowokować do myślenia – nawet błędnego, ale własnego, z wszystkimi pomyłkami, do których wszyscy mamy prawo. I nie musimy być poprawni jak święci w Biblii, jesteśmy ludźmi i mamy prawo do emocji i miliona innych rzeczy. Byle nikogo nie krzywdzić i żyć w symbiozie z tym, co nas otacza. A żadna religia tego nie zapewnia – wręcz odwrotnie! I nie jest tu tak naprawdę do niczego potrzebna. Choć ja sam uważam, że jeśli wiara w coś lub kogoś, jakiemuś człowiekowi daję paliwo w życiu, to jego sprawa, nie ma problemu. Byle nie starał się mi tego wciskać i nie budował wiary systemowej – a na ten moment każda praktycznie, licząca się religia jest czymś „państwowym”. A to już nadużycie w stosunku do tych, którzy jej nie chcą, i którzy mają do tego prawo.

Dzięki wielkie za wywiad.

HipGnosis w Internecie:

Strona oficjalna
Strona na Facebooku
Strona na Myspace

Inne teksty tego autora: