Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Istoty z Innych Wymiarów

Napisane przez: Deszcz , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2012-06-01

Słowem wstępu

Jarosław Grzędowicz przy recenzji (bardzo ciekawej) książki Malowany Człowiek użył stwierdzenia, że trzeba doceniać nowatorskie fantasy (i sf), bo w fantastyce ciężko stworzyć coś oryginalnego. Paradoksalnie, bo przecież wydawałoby się, że kiedy mamy możliwość wykroczyć ponad wszystko to, co normalne, pojawią nam się nieskończone rzeki pomysłów. Tak niestety nie jest i wie o tym każdy, kto przebrnął przez dziesiątki książek o trollach, krasnoludach, piekielnych stworach, bogach rodem z mitologii, czy kosmitach - powiedzmy - jaszczurach.

Szczególnie ciekawy jest ten ostatni przypadek, bo z góry zakłada, że ci biedni kosmici są często skazani na bycie prawie nami, robotami, czy zwierzętami będącymi urozmaiconą o pewne fajerwerki wariacją stworzeń zamieszkujących Ziemię. Co więcej na ogół tak się składa, że kontakt z tego typu istotami jest mało skomplikowany, bo opiera się na jednej z dwóch płaszczyzn. Albo ze sobą rozmawiamy albo się zjadamy.

Osobiście uważam, że może istnieć życie, którego odmienność od naszego jest tak duża, że nawet w momencie spotkania moglibyśmy się nie zauważyć. Życie na innych wymiarach, w innym czasie i w formie zupełnie różnej od naszego ciała. Może cały czas jest ono obok nas, a o tym nie wiemy. Ciężko wyobrazić sobie sposób na porozumienie się z tego typu istotami. Na szczęście są pisarze, którzy sobie jednak to wyobrazili i przekazali w postaci ciekawych lub mniej ciekawych książek. Poniżej opiszę istoty innych wymiarów, które udało mi się spotkać i zapamiętać, przy czym akurat tak wyszło, że głównie będą to kosmici.

„Gorąca Linia Z Wężownika” – Varley John

Książka, która oczarowała mnie bogactwem wykreowanego świata. Mamy tu technologie, skolonizowane przez ziemian planety, międzygalaktyczne oszustwa, klonowanie, różne gatunki humanoidalnych obcych i mamy również Jowiszan, dla których właśnie ten tytuł przytoczyłem. Chociaż opis kontaktu z nimi trwa nie więcej niż 5 stron to warto dla niego sięgnąć po tę książkę. Główna bohaterka z powodu wypadku wpada swobodnym lotem w skafandrze w atmosferę Jowisza. Gdy chmury gazowe zaczynają się zagęszczać przed jej oczami zaczynają przelatywać fraktale - kolorowe „węże”, a czas ulega zakrzywianiu. Można powiedzieć, że spotkanie z Jowiszanami podchodzi pod wizje halucynacyjne, jednak autor wyraźnie daje nam do zrozumienia, że właśnie przeżywamy kontakt z czymś/kimś zupełnie obcym. Sami obcy, jako rasa odporna na broń ludzką, wydają się być mało zainteresowani naszą bohaterką w swoim otoczeniu, jednak dalej dowiadujemy się, że wchodzą z nią w kontakt zakończony teleportacją. W „Linii..” poznajemy również symbionty – wprawdzie nie są to istoty innego wymiaru, ale warto przy okazji napisać o nich parę słów. Symbiont – to pół człowiek, pół roślina, odżywiający się za pomocą procesu fotosyntezy i również z tego procesu czerpiący ludzkie szczęście, pozwalające rosnąć tej istocie w jednym miejscu przez setki lat. Symbiont posiada podwójną jaźń roślinno-ludzką, która komunikuje się ze sobą – zapewne w celu urozmaicenia żywota podczas wylegiwania się na słońcu. Sposób na życie ciekawy, znam taki jeden krzaczek, z którym mógłbym się połączyć.

“Cerber” - Chalker Jack Laurence

Książka wchodząca w skład luźno powiązanej fabułą tetralogii Rombu Wardena. Pierwsze, co zaskakuje to fakt, że oryginalne wydanie powieści pochodzi z 1982 roku, a mimo to ciągle zdumiewa swoim futuryzmem. To, co łączy tę powieść z tą opisaną powyżej, to rozmach wykreowanego świata. „Cerber” jest tytułem typu hard sf, w którym ludzkość pod pozorem osiągnięcia idylli tworzy system międzyplanetarny, w którym jednostka jest kontrolowana przez różnego rodzaju chipy i modyfikacje genetyczne, które, chociaż zapewniają nam szczęście dnia codziennego, to zabijają ludzką wolną wolę. Tego typu powieści zawsze wywołują u mnie dreszcz przerażenia, bo ciężko nie odnieść wrażenia, że ludzkość właśnie podąża w tym kierunku. No ale wracając do rzeczy, czyli do kosmitów. Romb Wardena to zbiór czterech planet, na które zostają zsyłani wybitni kryminaliści. Wybitni – nie znaczy zabójcy a wyjątkowej klasy naukowcy, czy piloci, których działalność mogłaby naruszyć porządek kreowanego przez rządzących kosmosu. Planety Rombu zamieszkuje ktoś jeszcze. Mikroskopijnej wielkości organizm Wardena przedostaje się do każdej komórki ciała osoby, która stawia swój krok na jednej z czterech planet. Osoba żyjąca z kosmitą wewnątrz jest odporna na większość chorób, pozbywa się wszelkich deformacji ciała. Człowiek zarażony funkcjonuje normalnie przy poczuciu obecności czegoś obcego i niezrozumianego. Jednocześnie organizmy Wardena potrafią komunikować się między sobą, zatem możliwe jest przenikanie za ich pośrednictwem do umysłów innych osób. Ale to dopiero początek. Najbardziej niesamowitą cechą organizmów Wardena jest to, że podczas snu człowieka potrafią one zamienić się z innym organizmem znajdującym się w pobliżu. Innymi słowy, idziemy spać ze swoją drugą połówką a rano budzimy się w jej ciele i odwrotnie. Aha, i jeżeli jesteś zarażony a opuścisz Romb, wtedy organizm umiera a ty razem z nim.

W powieści pojawiają się również inni kosmici, o których nie będę wspominał, wątki grzebania za pomocą psychologii i technologii w ludzkich umysłach oraz klonowanie przy jednoczesnym zachowaniu wspólnego ego przez wszystkie klony. Do wyboru – do koloru. Chociaż brzmi to ciekawie, książka ma duże wady. Wykreowany świat jest świetny, ale fabuła mocno kuleje, a dialogi i charaktery postaci są mało oryginalne i często dosyć naiwne. Czy warto po ten tytuł sięgnąć? Jeżeli jesteś fanem ekstremalnego sf to tak - w przeciwnym wypadku może irytować i zalatywać banałem.

„Solaris” – Lem Stanisław

Książka jedyna w swoim rodzaju i chyba najbardziej niesamowita, poznana przeze mnie, wizja kontaktu z obcą cywilizacją. Cokolwiek, co mógłbym dodać w tym temacie mogłoby zepsuć tajemnicę, którą warto odkryć samemu w całości, więc na tym zakończę. Co chcę dodać, to to, że chociaż obcy grają w tej pozycji kluczową rolę, to są oni jedynie kluczem. Kluczem do zakamarków naszych umysłów i psychiki. Czytając „Solaris” często czułem smutek i miałem poczucie ludzkiej bezradności na przemian z uczuciem wywołania jakiejś wewnętrznej siły w momencie, kiedy główny bohater dociera do prawdy. To powoduje, że powieść ma melancholijny nastrój, zmusza czytelnika do refleksji i pozostaje w głowie na długi czas.

„Małe, Duże” – Crowley John

Kamień rzucony na taflę wody powoduje powstanie fal rozchodzących się promieniście od źródła. A teraz zrób temu zdjęcie i potraktuj każdy z tych zatrzymanych na kliszy okręgów jako osobny świat a wodę nazwij czasoprzestrzenią. Świat ludzi, jest gdzieś po środku, ale tuż obok w innym czasie i wymiarze są światy zamieszkane przez inne istoty. Tak w ogromnym skrócie można zdefiniować rzeczywistość przedstawioną przez Crowleya w „Małe, Duże”. Książka wybitna i niezastąpiona, ociekająca tajemnicą i zacierająca granice między jawą, a snem aż do zawrotu głowy. Często do niej wracam otwierając w losowym miejscu i czytając dwie, trzy strony, gdyż każdy podrozdział (zwykle właśnie tej długości) może tworzyć własną opowieść. Książka jest mocno oderwana od rzeczywistości, a jednocześnie napisana tak sprytnie, że ciągle dajemy się oszukać, kiedy fabuła ucieka od realności. „Małe, Duże” to refleksja nad ludzkim losem, przeznaczeniem i zachowaniem, w momencie pogodzenia się z tym, co nieuniknione. Uważam, że każdy, powinien chociaż spróbować przeczytać tę książkę, a jeżeli okaże się, że trafia w jego gusta to jestem pewien, że nie zapomni jej do końca życia. Dla mnie od dawna numer jeden.

Inne teksty tego autora: