Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Muzyka nie z tej planety

Napisane przez: Subterranean , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2012-06-01

Na tą płytę nie łatwo trafić. Nawet w odmętach sieci trzeba się za nią nieźle nabiegać, naklikać i nalurkować. Nazywa się „Authentic Music From Another Planet”. Autorem nagrania jest Howard menger. Gatunek? W gruncie rzeczy : library music, ale jak kto woli.

Ale po co to? Po co tego szukać? Po co o tym pisać, tutaj, na łamach Gateway?

I’am Howard Menger.

Howard Menger to najsłynniejszy bodaj amerykański contactee, czyli osobnik wielokrotnie porywany i wchodzący w konszachty z przybyszami z obcych światów. Innym słowy seryjna ofiara kosmicznych abdukcji. Facet miał spory dar przekonywania – udało mu się stworzyć niemało szumu wokół własnej osoby. Zanany był nie tylko z przelotów na inne planety wraz z kosmicznymi braćmi, ale również z tego że poślubił kosmitkę uwięzioną w skórze człowieka, oraz z szerzenia wiedzy o nadchodzących czasach wspaniałej międzyplanetarnej przyjaźni i współpomocy. Piękny sen o czasach pokoju i zrozumienia śniony w czasach Zimnej Wojny. I jak się okazało – tylko sen. Howard Menger kilka lat temu przyznał, że wszystko było kłamstwem – pracował cały czas dla rządu i/lub wojska, odwracając uwagę obywateli od realnych problemów.

W czasach swej świetność Menger popełnił kilka ciekawych publikacji, na czele z „From Outer Space To You” – jednak tym co nas tu interesuje jest płyta muzyczna, którą nagrał, ponoć bez niczyjej pomocy, bez znajomości instrumentarium – jedynie wiedziony kosmiczną siłą. Jego ziemska interpretacja muzyki zasłyszanej podczas kosmicznych wojaży.

Szczerze?

To nie jest muzyka z kosmosu. Przynajmniej nie z dzisiejszego punktu widzenia. Bezładne plumkanie na klawiszach przetworzone przez mistyczny delay powinno niejednego doprowadzić do śmiechowej kolki. Należy jednak pamiętać, w którym roku dokonano tego nagrania – w latach pięćdziesiątych kosmiczna wyobraźnia musiała działać nieco inaczej. Nie wiedzieliśmy jak wygląda powierzchnia Marsa, a niektórzy fanatycy zapewne dalej usiłowali wszystkich przekonać, że Księżyc jest z sera. To były zaiste czasy astronomicznego średniowiecza.

Wtedy, w tamtej rzeczywistości, ręka Howarda Mengera prowadzona przez tajemniczą siłę po klawierze pianina, musiała robić niemałe wrażenie na spragnionych pozaziemskich dźwięków słuchaczach. Sześćdziesiąt lat temu łatwiej było wierzyć takie rzeczy.

Faktem jest że człowiek przesuwa granice nienazwanego, obszary mitu, niestworzonego. Z biegiem czasu krainy fantazji stają się coraz odleglejsze. Nauka i rozwój oddalają od nas światy mary. Kiedyś za rogatkami czyhał diabeł, później za granicami państwa pomieszkiwały smoki i lodowi giganci, w końcu zaś sfery rojeń musiały wyjść poza obszar ziemskiej kuli. UFO, przybysze z innych galaktyk, może czasoprzestrzeni.

„Authentic music…” jest zapisem epoki przejściowej – wyobraźnia wybiegła poza ziemską atmosferę, ale jeszcze nie doszła do momentu gorzkiego zawodu spowodowanego kondycją planet Systemu Słonecznego. Gdy Menger twierdził, że muzyka, którą gra pochodzi z Saturna i że mieszkają tam inni lepsi ludzie – dla większości populacji było to jak najbardziej realne. Za potwierdzenie wystarczyło słowo. Słowo prawdy. „I am Howard Menger”.

Gdy słynny contactee mówi we wstępie do swojego nagrania „They are observing You…”, ciarki przechodzą po moim grzbiecie, a w żołądku robi się ciężko i bardzo kwaśnie. Czuję, jak oko zielonego człowieka mieszkające po drugiej stronie galaktyki, uzbrojone w pozytronowe lunety, obserwuje każdy mój krok. Kłamał, nie kłamał, facet wiedział jak napędzić koło paranoi.

Uczucia jakie odżywają we mnie przy kontakcie z psychotycznymi mistyfikacjami Mengera, nie należą do zabawnych - paradoksalnie ta muzyka wywołuje we mnie niemiłe fluktuacje przerażenia przemieszanego z nostalgią. Muzyka z czołówki „Z archiwum X”, książki Danikena, periodyk „UFO” - fascynacja, która niebezpiecznie stąpała po polu lęku. Bałem się przybyszy z kosmosu. Bałem się jak cholera.

I chociaż muzyka Mengera to nieskładna plątanina zwielokrotnionych uderzeń w klawisze, a historia którą opowiada, dziś może stanowić jedynie pożałowania godną bajeczkę, to ewokuje we mnie właśnie taki nastrój: niepewność, uśpiony dawno temu niepokój, może bliżej niesprecyzowany strach. Czuje wzrok tych paskudnych wielkookich, szarych istot na moich plecach. Włosy stają dęba na karku. Kolana miękną.

They want to help us….

Lubię słuchać tego nagrania. Z pełną świadomością jego głupoty, lubię dawać mu się nabierać i czekam, aż minie narracja i wybrzmią pierwsze dźwięki tej pseudo-muzyki. Ciężko mi to do końca wyjaśnić – to nagranie zdaje się być nawiedzone. Nie tylko napędzane strachem z dzieciństwa, ale też, najzwyczajniej w świecie – opętane. Opętane przez Howarda Mengera i ducha jego czasów.

New Age, seanse spirytystyczne, ale też ludzie chowający się w schronach podpodłogowych swoich małych domków w oczekiwaniu na zagładę – ta dziwna mieszanina łatwowierności i strachu przecież rzeczywiście wtedy zaistniała. Może ja przekształcam ją, nie znając tamtych realiów, na swoje osobiste doświadczenie – ale to nie jest fałsz. To jak najbardziej realne uczucie.

Jest w opowieści Mengera jakaś tęsknota za łatwym, bezpiecznym życiem, jakiś żal za tym, ze świat mógł przecież wejść na inne tory. Te stwierdzenia łatwiej przypisać jego schyłkowej postaci – człowiekowi, który przyznał, że jego działania były tylko manipulacjami opinią publiczną, zleconymi przez wojskowych możnowładców. Być może to właśnie ta forma szczerego do bólu starca wyziera spod cukierkowej opowieści o lepszym świecie gdzieś tam, w kosmosie? Bolesne są słowa nagrania „It will be reveled at the proper time”… Czas właściwy, który nie nadszedł, nie nadejdzie. Kiedy je słyszę, czuje się jakbym to ja dzisiaj żył w niewłaściwym miejscu, czasie. Jakbym to ja był wielkim oszustwem, zaś „Authentic… „ jedyną przebitką prawdziwego świata jakiej mogę doznać.

Popapraliśmy to wszystko. Bomby atomowe, wirusy komputerowe, Auschwitz i giełdowe spekulacje … Odrealniliśmy nasz świat do bólu. Tylko kłamstwo pozostało tu naprawdę szczere.

Inne teksty tego autora: