Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Rurouni Kenshin

Napisane przez: Jingen , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-06-01
Uwaga, w tekście wystepują spoilery dotyczące fabuły

„...miecz jest bronią, szermierz uczy się jak zabijać, można ubrać to w piękne słowa, ale taka jest prawda...”

Główny bohater, Shinta, jako jedyny ocalał z rzezi dokonanej na niewolnikach. Jego wybawicielem okazuje się Hiko Seijuro, spadkobierca stylu Hiten Mitsurugi Ryu, który wkrótce postanawia go wychować i wyszkolić, nadając mu jednocześnie nowe imię, Himura Kenshin. Po latach treningu chłopak decyduje się opuścić swego mistrza, by pomagać ludziom. Niestety świat nie jest taki piękny, jak może się wydawać i nasz bohater podążając za słusznymi ideałami schodzi na złą ścieżkę. Zostaje zabójcą w jednym z klanów, gdzie przywódcą jest bojownik Katsura. Życie Himury kręci się wokół zadań i ogranicza przede wszystkim do zabójstw. Wszystko komplikuje się, gdy na swojej drodze spotyka kobietę imieniem Tomoe. Dodajmy, że wszystko dzieje się zaraz przed rewolucją Meiji, jednym z najbardziej burzliwych okresów historycznych w dziejach Japonii.

Fabuła wydaje się banalna. Oto mamy młodego samuraja będącego „po ciemnej stronie mocy”, który spotyka swoją drugą połówkę, dzięki czemu jego dotychczasowa egzystencja ulega zmianie. Na odległość pachnie romansem. Otóż nie ma nic bardziej mylnego. Romans owszem jest, przewijający się jako jeden z głównych i ważnych wątków, ale to nie on jest najważniejszy. Ponadto nie jest wcale takie pewne, któremu z obozów walczących przeciwko sobie przyświecają słuszne ideały - konserwatywnym zwolennikom Tokugawy, czy reformatorom popierającym cesarza. Uwaga skupia się tutaj nie na bezpośrednich kontaktach międzyludzkich, ale na ewolucji duchowej oraz postrzegania świata. Battousai na początku jawi się nam jako idealista pełen mieszanych uczuć, marzący o utopijnym państwie. Pogrążony w swoistego rodzaju marazmie, decyduje się na kroki, które kłócą się z jego poczuciem moralności. Pomimo tego nadal sumiennie wykonuje obowiązki klanowego Hitokiri. Tomoe, którą spotyka, staje się jego azylem, dzięki czemu dostrzega to, czego wcześniej nie widział. Niestety zdaje sobie sprawę, że jest już za późno, by w ewidentny sposób odmienić swoje dotychczasowe życie. Jak to wszystko wygląda naprawdę, zobaczycie sami, a teraz przejdźmy do konkretów.

Szaty graficznej nie można określić inaczej, jak „wysokiej klasy”. Kreska stylizowana na naturalną, bardziej ludzką w doskonały sposób oddaje wszelkiego rodzaju uczucia oraz ekspresje. Trochę słabiej wypada w tym zestawieniu mimika twarzy, nie oddająca tej burzy emocji, jaką przeżywają bohaterowie. Barwy określiłbym, jako zdominowane przez odcienie mroczne; dzięki temu zabiegowi twórcy uzyskali wyraziste podkreślenie melancholijno-tajemniczego klimatu anime. Zarówno postacie i tła są bardzo szczegółowe; autorzy pieczołowicie odwzorowali ogólny zarys (stroje, uzbrojenie, budynki etc.) minionej epoki, co szczególnie widać podczas potyczek, czy prezentowania krajobrazu. Tak oto nie zamierzenie dotarliśmy do walk, a te, trzeba przyznać, przedstawione zostały w arcyciekawy, dynamiczny, realny wręcz sposób i są ucztą dla oka. Daremnie szukać w tym tytule długich, często zakończonych patem pojedynków znanych z innych serii. Gdy spotyka się dwóch równorzędnych wojowników wygrywa ten, który szybciej dobędzie miecz. W przypadku, kiedy samurajowie są na innym poziomie szermierki, temu słabszemu nie pomogą żadne nadprzyrodzone zdolności, czy wiara we własne umiejętności. Ponadto każdemu udanemu cięciu towarzyszy ocean krwi, co może odstraszyć mniej wrażliwych potencjalnych widzów.

Cóż można powiedzieć o oprawie audio? Chyba najważniejsze to, że jest to wyłącznie muzyka instrumentalna, która naprawdę powala na kolana (chociaż utwory skomponowane przez Taku Iwaskai’ego mogą wydać się momentami patetyczne), świetnie dopasowana podczas wszelkiego rodzaju starć, żywszej akcji oraz dramatycznych wydarzeń. Podobnie radzi sobie, gdy na ekranie nie mają miejsca żadne emocjonujące wydarzenia, nieustannie budując klimat. Pomimo tego słucha się jej naprawdę przyjemnie; mile łechcze zmysły podczas seansu :]

Większość bohaterów jest barwna, z rozbudowaną przeszłością oraz sferą uczuciową. Oczywiście prym wśród nich wiedzie Kenshin oraz Tomoe. Trochę z tyłu pozostają Hiko Seijuro oraz Katsura; mimo wszystko brakuje im tej głębi, tak zauważalnej u wyżej wymienionych postaci. W tym pierwszym przypadku, wszystkie czyny, a także ich następstwa dokonane przez tę dwójkę są bardzo starannie naszkicowane, w wyniku czego odbiorca doskonale wie co kieruje postaciami i jakie wydarzenia w przeszłości skłoniły ich do takich, a nie innych działań. Takie poprowadzenie fabuły sprawia, że wielu ludzi może identyfikować się z poszczególnymi osobami przeżywającymi niejeden dylemat moralny. Wiele więcej napisać nie można, by za bardzo nie zdradzać fabuły.

Komu polecić ten tytuł? Ciśnie mi się na usta słowo „wszystkim”. Jednakże mam tą świadomość, że dla niektórych, szczególnie tych rozpoczynających dopiero przygodę z anime, Rurouni Kenshin może być stosunkowo trudny. Natomiast wielbiciele samurajów, historii Japonii, czy po prostu czegoś bardziej ambitnego będą zachwyceni. Seria dawno uzyskała status wybitnej i na stałe zapisała się do klasyki gatunku.

Inne teksty tego autora: