Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2012-06-01
Znane filmowe motywy muzyczne są jak dziury na polskich drogach: zna je każdy. Każdy kiedyś napotkał na kultowe melodie do Indiany Jonesa, Szczęk, Mission Impossible, Jamesa Bonda, Aniołków Charliego, Gwiezdnych Wojen, Supermena... wystarczy kilka sekund żeby przypomnieć sobie jak mniej-więcej to leciało.

Ale czy znalibyśmy te filmy, gdyby nie ich znane szlagiery muzyczne? Czy Spielberg i Lucas osiągnęliby taką popularność gdyby nigdy nie spotkali Johna Williamsa? Czy oglądalibyśmy do dziś 20 część Bonda, gdyby nigdy nie powstał do niego "James Bond Theme" Johna Barry'ego? Nieliczni zadają sobie pytanie jak ogromny wpływ na oglądany obraz ma "niewidzialny aktor". Niewdzięczny to zawód, kiedy z trudem można zostać dostrzeżonym przez zajadającego się popcornem widza. Wojciech Kilar powiedział kiedyś, że "dobra muzyka filmowa to taka, z której istnienia widz nie zdaje sobie sprawy i nie zaprząta sobie nią głowy". Muzyka po prostu ma "być" i doskonale pasować do oglądanego obrazu, nadając mu odpowiedni charakter. I najlepiej zrozumieli to właśnie twórcy Kina Nowej Przygody, jak niedający się nie znać (choć niekoniecznie lubić) Steven Spielberg.

Prawda jest dla reżyserów brutalna: gdyby nie muzyczne szlagiery, wiele z ich znanych produkcji odeszłyby w zapomnienie i nie stałoby się popularnymi markami. To nie pojedynczy twórcy tworzą filmy - tylko cały sztab niedocenianych i nieznanych ludzi pracujących na sukces każdej produkcji, a elementy które decydują o sukcesie często są inne, niż można wywnioskować na pierwszy rzut oka.

W naszym filmowym światku nigdy nie narzekaliśmy na brak znanych kompozytorów: Kurylewicz, Preisner, Lorenc, Kilar, Kaczmarek – długo można wyliczać. Ale jest jeden szczególnie niedoceniony, człowiek bez którego PRL mógłby nam się w ogóle nie kojarzyć z dobrymi serialami i filmami: to Jerzy Matuszkiewicz.

Szczypta jego dokonań: "Janosik", "Stawka większa niż życie", "Alternatywy 4", "Czterdziestolatek", "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", "Nie lubię poniedziałku", „Wojna domowa”. Znacie? Oczywiście, że znacie, a teraz zastanówcie się, w czym jest gorszy motyw „Hansa Klossa” czy „Janosika” od motywu z serii filmów o Jamesie Bondzie?

Zgadza się – Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz wpisuje się w bogata listę artystów, którzy mieli niezłego pecha (a dla nas szczęście), że musieli tworzyć właśnie w Polsce. Talentu Matuszkiewicza nie powstydziłby się wykorzystać w tamtych latach prawdopodobnie żaden amerykański reżyser za dużo większą kasę, niż można było wymarzyć w naszym zrujnowanym przez wojnę kraju. A może był bliski wyjazdu za granicę, ale nigdy się na to nie zdecydował?

Jerzy Matuszkiewicz urodził się w 1928 roku, w dzieciństwie (we Lwowie) uczył się gry na fortepianie i akordeonie. Po przeprowadzce do Krakowa zaraz po wojnie, rozpoczął edukację muzyczną w klasie klarnetu Średniej Szkoły Muzycznej, którą uzupełniał prywatnymi lekcjami gry na saksofonie. W 1947 roku założył "Jazz Club" przy krakowskim oddziale Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej. Szybko stał się potem jednym z pionierów ruchu jazzowego w Polsce, a dzięki osobistej znajomości z Leopoldem Tyrmandem, w 1954 roku odegrał ważną rolę przy organizacji "Zaduszek Jazzowych" w Krakowie. W latach 1950 - 58 Matuszkiewicz stał na czele jednego z najpopularniejszych zespołów w kraju "Melomani" (później znanego jako Hot Club Melomani), z którym występował często za granicą, jako zresztą pierwszy po wojnie polski zespół jazzowy występujący na arenie międzynarodowej. Warto odnotować, że w 1952 roku do zespołu jako drugi pianista dołączył Krzysztof Komeda, a potem skład zespołu zasilił także późniejszy kompozytor muzyki filmowej Andrzej Kurylewicz. Kilka lat temu Matuszkiewicz wspominał w wywiadzie: „Przed wojną na patefonie ciotki słuchałem polskich szlagierów: Ordonki, Zuli Pogorzelskiej i Fogga. One miały odrobinkę jazzu. Po wojnie do Polski trafiły płyty – Duke’a Ellingtona, Counta Basiego, orkiestry Glenna Millera. W radiu jazz nadawała rozgłośnia z Monachium. Frapowały mnie rytm, harmonia, improwizacje. W końcu w Krakowie sami założyliśmy zespół, chociaż niespecjalnie rozumieliśmy, czym właściwie jest jazz”.

Kariera muzyczna spowodowała przerwanie jego studiów na Wydziale Operatorskim PWSF w Łodzi (choć brak na ten temat oficjalnych danych). Zamiast filmów, Matuszkiewicz zajął się tworzeniem muzyki do nich, i choć zajął się tą pracą na dobre dopiero od 1965 roku, pierwsze utwory Matuszkiewicza wykorzystywane były już od 1958 roku. Pierwszą niezwykle popularną, do dziś rozpoznawalną filmową kompozycją była "Stawka większa niż życie", której temat przewodni jest chyba najbardziej znany w naszym filmowym poletku. Za swój największy sukces muzyczny kompozytor uważa jednak „Janosika” z muzyką czerpiącą zarówno z jazzu, jak i ludowych melodii góralskich. Czas pokazał zresztą, że partytura do tego serialu stała się obok „Stawki” najbardziej znana w całej karierze kompozytora.

Na wydanie muzyki z „Janosika” (i nie tylko) czekać trzeba była aż 30 lat! Zwłoka ta wpisuje się w krajobraz ruin polskiej kultury, do której doprowadziła nas fatalnie funkcjonująca w naszym kraju instytucja mediów publicznych, która jako jedyna posiadała prawa do wydawania tych utworów.

Matuszkiewicz szybko stał się ulubionym twórcą polskich reżyserów. Napisał muzykę do około 200 filmów fabularnych, krótkometrażowych, animowanych, reklamowych oraz najpopularniejszych seriali emitowanych w telewizji. W swojej karierze "Duduś" współpracował z Wajdą, Passendorferem, Gruzą, Chmielewskim, Bareją oraz Morgensternem. W 2006 roku został odznaczony przez krakowski „Jazz Club” medalem Złoty Helikon oraz przez krakowską „Piwnicę pod Baranami” brązową statuetką Baranka Jazzowego. W 1997 odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz, jako niemal 80 letni artysta nadal koncertuje i jest dziś najstarszym polskim jazzmanem czynnie uprawiającym zawód muzyka. Jeszcze w tym miesiącu odbędzie się plenerowy koncert zespołu Matuszkiewicza organizowany przez Tarnowskie Centrum Kultury. Ma „Duduś” krzepę, i niech nam gra jeszcze dłużej!

Inne teksty tego autora: