Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Monster

Napisane przez: Kotarzyna , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-06-01

Monster - oczywiście Seinen.

Główny bohater – dr Kenzo Tenma – stara się nadążyć za wszystkimi problemami naprawiając to, co zostało zepsute na świecie. Seria przemawia do głębi serca przez zakorzenienie w rzeczywistości, ale jednocześnie potrafi je zmrozić - aby tego dokonać wcale nie są potrzebne godzille, turbo robaki z Mongolii i mózgotrzepy. Jeśli wydaje się wam, że scena otwarcia oczu u małego chłopca w betach szpitalnych jest rozczulająca – tu jest naprawdę straszna. Przerażająca.

Historia w monsterze jest napisana zmyślnie; dostosowane tempo urzeka momentami szokującymi, napawającymi podziwem, jednocześnie mistrzowsko przeplecione jest z chwilami oczekiwania i tymi mającymi dać zakończenie. Mającymi. Zawsze, kiedy wydaje Ci się, że postacie są już rozstawione po kątach - ten będzie robił to, tamten co innego (na bank!) - historia rozwija się zupełnie inaczej. Linie dialogowe cały czas zapewniają wgląd w osobowość bohaterów i umożliwiają rzucanie kolejnych podejrzeń – jednocześnie brak frywolności nie ogranicza elementów humoru. Anime nie pozostawia odczucia niedorozwoju – każdy rozpoczęty wątek - nawet w najmniejszym stopniu rozpoczęty - jest kontynuowany z możliwością znalezienia rozwiązania, każda z linii jest dokładnie „spreparowana”. Inteligentne interakcje bohaterów wskazują na wysoki stopień dopracowania pod każdym względem. Więc, in gimbu stajl – 10/10 – Story.

Piękno dokładności…

Sztuka animacji pogłębia ton danego dialogu. Co prawda dynamiczne wykorzystanie światła i cienia zbyt często powoduje efekt wdziania maski przez daną postać, ale to w sumie jedyny minus. Postacie wyróżniają się dbałością o struktury twarzy (może dlatego zwróciłam na uwagę na powyższy mankament), realizmem, a przez to różnorodnością. Subtelne szczegóły, np. w twarzy Evy Heinemann – wystarczy inaczej ryśnięta brew a cała postać przestaje być burą suką w przeciągu sekundy. Starość w „Monsterze” to nie trzy martwe linie – widzimy tu na twarzach bohaterów całą ich historię, kreski jakby wykształcone przez lata śmiechu i zmartwień.

Całości dopełniają tu charakterystyczne dla całej serii odcienie szarości. Za tło w animacji powinnam pójść na klęczkach do Naokiego Urasawy. Mamy tu i duszpasterskie winnice, zdewastowane miasta - niemalże fotorealistyczne odwzorowanie ulic Düsseldorfu, Pragi …tyle pracy zasługuje na najwięcej, ale nie za te maski przy zabawie światłem.

Więc 9.

Do oceny dźwięku polecam oglądać japońską narrację z napisami polskimi. Bez sensu słuchać angielskich wypocin, tyle traci się na tym z ekspresji. Głosy postaci są bardzo dobrze dopasowane do charakterów, Sasaki, Isobe, i Kiuchi (Johan, Lunge, i Tenma w kolejności) dali wybitny spektakl emocji, złożonych przeżyć bohaterów i ich charakterów. Efekty dźwiękowe zastosowane w serii dodają realizmu, nie raz napawają jeszcze większym lękiem. Wykorzystano wiele dźwięków miejskich, muzyki/hałasu, które są doskonale dopasowane, każdy strzał odpowiada użyciu broni . Ścieżka dźwiękowa Davida Sylviana zasługuje na docenienie subtelności, jednocześnie siły zawartej w końcu tylko w muzyce tła. Pomimo niewielu piosenek na trackliscie, nie odczuwamy że jest ona powtarzalna – wydaje się to nierealne. Jak dla mnie do tej pory to było 9/10. 10/10 stało się, gdy usłyszałam tak ckliwą jak tylko się da piosenkę na koniec drugiej połowy serii – „Make it Home”, muzyka Kuniaki Hashima, w której Fujiko Hemming śpiewa o zrozumieniu, wierze, dostrzeżeniu istoty działania, miłości do własnych przekonań z jednoczesną akceptacją własnych wad tak wrażliwie, że łza się w oku kręci.

Kto walczy z Potworem?

Kolejną wartością niesioną przez Monstera jest głębia postaci, nawet tych drugoplanowych. Wszystkie są wykreowane w podobny sposób – na początku postrzegasz ich tylko schematycznie, później charakter rozwija się w innym kierunku, głównie przez bagaż przeszłości. Przykładem będzie wiecznie uśmiechnięty Grimmer, jedna z moich ulubionych postaci serii, gwarantuję że zaskarbi sympatię każdego. Czym jednak jest jego uśmiech, skoro nie znając żadnej innej formy ekspresji, nie potrafi nazywać uczuć ani nawet być zdolnym do odnalezienia ich w sobie?

Sercem serii jest skomplikowana relacja pomiędzy Tenmą a Johanem. Emocjonalna, fizyczna i psychiczna przemiana doktora, tak kontrastowa do manipulacji, knowań Johana, uderzających zimnem i przerażającym realizmem. Tenma musi wybierać pomiędzy braterstwem, a poczuciem obowiązku, potrzebą kochania, a siłą nienawiści, bogactwem w poczuciu niespełnienia, a biedą w realizacji marzeń. Czy gdzieś tam czeka na niego miłość .. (możliwa tylko w rodzinie?).

Seria genialnie nie definiuje niczego – co ją wyróżnia– bez uciekania się do dydaktyzmu. Niemożność pogodzenia ze sobą sprzecznych pobudek i dążeń sprowadza nas do konkluzji cieszenia się chwilą. Przy tym odebranie relacji pomiędzy Johanem a Tenmą jako walki dobra ze złem byłoby tylko lizaniem lizaka przez szybkę; nasuwa się wiele pytań:

Czym jest dobro?
Kto zasługuje na przebaczenie?
Czym jest koniec?

Spójrz na następny koniec, na złamane krzesło, gruzy osiedli, trupy tych, którzy trzy minuty wcześniej mówili że jesteś cudowny. Oni znaleźli koniec – ty nie. Czy dalej koniec jest tym samym? Masz strzelbę w ręku. Powiedz mi czym jest koniec, stań przed możliwością kreowania tego co jest i będzie. Bądź Johanem, wskaż palcem gdzie strzelić.

Czy wybór nie jest koniecznością?
Czy masz pewność, że nikt nie będzie chciał przebaczyć mordercy?
Czy ty sam nie będziesz pełny przebaczenia?
Czy Twój wybór jest słuszny?
A jeśli słuszny to dla kogo?

Taką podróż umożliwia niewiele wieloodcinkowych serii.

Zasłużone dwie gimbusowe łapki do góry -10.

Make it Home

Uczucie bijące z tej serii wywołuje poczucie troski o postaci, sprawiła że śmiałam się w dobrych chwilach dla nich, denerwowałam się w sytuacji zagrożenia, płakałam z frustracji w chwilach gdy kolejna postać odchodziła. Pozostaje mieć pytanie – czy przy tym przytłaczającym bagażu Monster daje choć trochę radości? Na pewno satysfakcji.

Zaczynając od wspaniałych postaci, przez wyjątkowy rozwój charakterów i akcję przeszytą realizmem, Potwór opuści Cię dopiero na krawędzi fotela. Jest to jednocześnie dość unikalne anime, nie nastawione na akcję. Chcąc je porównać wyciągnęłabym z poprzedniego numeru „Trigun”. O ile jednak Vash wypada dość naiwnie (w stosunku do pytania kto zasługuje na wybaczenie i czy należy brać pod uwagę wielkość wyrządzonych krzywd), dr Tenma jest bardziej dojrzałą figurą; i choć mógłby wydawać się zbyt święty, na początku serii przedstawiony jest jako tchórz, pionek uwikłany w gry polityczne, w ciągu serii staje się prawdziwym bohaterem, ponad banalnymi stwierdzeniami. Nie jest święty, ani jednoznaczny, jest jak cały „Monster” pełen człowieczeństwa – w tym dobrym i złym znaczeniu.

Fabuła i intryga wypełniona atmosferą zgadywania, myślenia i czucia, pokonuje nawet pokusę „nienawidzenia tego co popularne”. Jeśli pojmujesz życie jako jedną wielką podróż, warto wybrać się na tą z Potworem.

Inne teksty tego autora: