Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Duch Diogenesa

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2012-07-01

Kosmopolityzm to pogląd, który stawia sobie za cel negację wszelkich różności narodowych na rzecz "wspólnego świata", takiego, w którym wszelkie podziały kulturowe, polityczne i terytorialne nie mają racji wspólnego bytu. Czy kosmopolityzm jest możliwym do realizacji poglądem, czy też wydumaną fanaberią starożytnych myślicieli? Jakie byłyby ewentualne warunki i konsekwencje wprowadzenia kosmopolityzmu na całym świecie? Czy idea ta jest ostatecznym celem politycznym, do którego zmierza ludzkość?

Idea narodziła się około 400 lat przed naszą erą w starożytnej Grecji za sprawą jednego z najpopularniejszych i najradykalniejszych zarazem filozofów starożytności – Diogenesa, „cynika” z Synopy. Filozof zyskał sławę dzięki swoim radykalnym poglądom, które starał się często wprowadzać w czyn - przez co został na starość abnegatem (na jego cześć w dzisiejszej psychologii nazwano zaburzenie osobowości zwane "Zespołem Diogenesa").

Żyjąc w zgodzie z głoszonymi przez siebie zasadami - wolnością od dóbr materialnych i norm społecznych, całkowitą niezależnością od otoczenia i samowystarczalnością - chodził brudny i zaniedbany, zamieszkując w beczce, a potrzeby fizjologiczne załatwiając na ulicy, czym niejednokrotnie udawało mu się zrażać do siebie sąsiadujących z nim ludzi. Był zwolennikiem ascezy, która nie dążyła do osłabienia człowieka tylko do wzmocnienia pierwotnych instynktów prowadzących do całkowitej bezwstydności. Legenda głosi, że kiedy pewnego razu odwiedził go Aleksander Wielki, obiecując mu, że spełni każde jego życzenie, Diogenes powiedział tylko żeby „posunął się nieco”, bo zasłania mu słońce.

Diogenes żądał zastąpienia kultury naturą, zniesienia małżeństw, wspólności kobiet i dzieci, zaś na przekór własnemu państwu, które strzegło kultury - nazwał siebie „obywatelem kosmosu” (czyli świata w ówczesnym rozumieniu). Stąd też pochodzi nazwa tego poglądu - Kosmopolityzm od słów kosmos (Κόσμος - wszechświat) i miasto (Πόλις - polis).

Choć sposób bycia Diogenesa często bywał wyszydzany przez pozostałe generacje filozofów, idee Diogenesa zyskiwały w niektórych kręgach popularność. Idea politycznej i społecznej jedności świata, który stopiony byłby w jedną "ludzka masę" zyskała zwolenników na setki lat po śmierci Diogenesa. Podobno Sokrates miał powiedzieć, że nie należy do Aten i Grecji tylko do całego świata, z kolei żyjący setki lat później Seneka Młodszy miał napisać w liście do Luncyliusza, że „świat jest jego ojczyzną” (łac. patria mea totus hic mundus est). W filozofii idea kosmopolityzmu wywarła szczególny wpływ między innymi na stoików.

Do dziś wiele ruchów – w szczególności pacyfistycznych – odwołuje się do owej koncepcji widząc w niej alternatywę dla nacjonalizmu oraz patriotyzmu, który ich zdaniem jest główną przyczyną wywoływanych wojen na świecie.

Thích Nhất Hạnh, wietnamski mnich buddyjski, mistrz zen i aktywista ruchów pokojowych rozważał niegdyś nad pojęciem "współistnienia", przez które rozumiał życie jednym życiem w relacji z innymi, w czym widział jedną z dróg nauk Buddyjskich, które mogą być ściśle związane i kojarzone z poglądem kosmopolityzmu. Innym współczesnym filozofem często odwołującym się do idei kosmopolitycznych jest niemiecki socjolog Ulrich Beck, który wprowadził do obiegu takie pojęcia jak "społeczeństwo ryzyka" czy "druga modernizacja". Beck poszukuje nowej teorii zakorzenionej w koncepcji kosmopolityzmu, analizując zmiany w globalnym kapitalizmie. Inny współczesny filozof, Charles Blattberg, ukuł termin "globalnego patriotyzmu" (zwanego również czasem "nowym patriotyzmem"), który zakłada skupienie wspólnego dobra ludzkości bez względu na podziały według wspólnot narodowych – przy założeniu, że każdy bez względu na narodowość powinien opiekować sie dobrami z różnych części świata (np. finansowo), budując tym samym poczucie przynależności do ogólnej, ludzkiej wspólny.

Mocny powrót do idei kosmopolitycznych przyniosła rewolucja kulturalna z końca lat 60 ubiegłego wieku. Kontrkultura kontestacyjna taka jak ruch hippisowski, była buntem młodego pokolenia przeciwko światu dorosłych. Ruch ten charakteryzował się radykalną postawą pacyfistyczną oraz proekologiczną krytyką konsumpcjonizmu oraz nacjonalizmu. Hippisi głosili, że "wszyscy ludzie są braćmi, a świat jest na tyle duży, że starczy na nim miejsca dla każdego". Często też negowali swoją przynależność do państwa narodowego, szczególnie w czasie wojny w Wietnamie, która trwała do 1975 roku. Jeden z „duchowych” liderów tego ruchu, Timothy Leary (który łączył w sobie popularne trendy tamtych czasów – przyzwolenie na branie narkotyków, w szczególności LSD, oraz medytację – która stanowiła element wschodnich religii) pouczał, że należy kwestionować wszelkie autorytety aby być wolnym obywatelem świata.

Kosmopolityzm często spotyka się z głosami krytyki, jako idea, która nie służy dobru społeczeństwa, i działa na szkodę danego narodu. Krytyka często przybiera podobny kształt jak po premierze głośnego wiersza Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”, gdzie krytykował on walkę o własny naród i przedstawiał bohaterstwo jako narzędzie w rękach „tłustych szuj”. Tuwimowi zarzucano szkodliwość narodową, krytykę bohaterstwa i lekceważenie wszystkich ludzi, którzy przelewali krew za ojczyznę. Ale krytyka kosmopolitycznych poglądów czasem napływa także ze strony samej lewicy, która często niechętnie odnosi się do koncepcji państw narodowych. Peter Sloterdijk - niemiecki filozof, kulturoznawca i eseista wypowiadał się o kosmopolitach w następujący sposób: "Kosmopolityzm, rzec można, to prowincjonalizm rozpieszczonych. Usposobienie obywatela świata określił ktoś jako „parafiańszczyznę w podróży”. Wewnętrznej przestrzeni świata nadaje ona atmosferę otwartości na wszystko, co można dostać za pieniądze."

Krytykę kosmopolityzmu wśród XVIII-wiecznej szlachty - choć w nieco inny sposób – podjął się Ignacy Krasicki w "Żonie Modnej". To satyra przedstawiająca młode małżeństwo, Piotra i jego żony lubiącej luksus i zbytek. Nieprzystosowana do gustów męża zaczyna zmieniać wszystko dookoła na zachodnią modłę - byle tylko nic nie kojarzyło się z polską tradycją. Satyra Krasickiego to apel do Polaków, by nie byli tak bardzo zapatrzeni w modę zachodnią, kwitując znanym powiedzeniem: "cudze chwalicie, naszego nie znacie".

Aby odpowiedzieć na pytanie, czy może istnieć świat bez państw i narodowości, należy najpierw zastanowić się, czym w ogóle jest naród? Dla jego członków, naród jest wartością autoteliczną (wartością samą w sobie, naczelną, centralną, wartością z powodu samego swojego istnienia) – istnieją jednak różnice w dokładnej definicji narodu między socjologami, antropologami i historykami. Generalnie pojęcie narodu można sprowadzić do istnienia świadomości zbiorowej, zawierającej takie cechy jak wspólna kultura, język, religia, historia oraz pochodzenie etniczne. Państwo z kolei jest tworem danego narodu na określonym terenie powstałym w celu organizacji i koordynacji społeczeństwa.

Zakładając, że kosmopolici dążą do zniszczenia wszelkich podziałów kulturowych i terytorialnych, społeczeństwo kosmopolityczne nadal będzie potrzebowało szeregu regulacji pozwalających na funkcjonowanie „globalnego społeczeństwa”, i niemożliwe przy tym będzie pominięcie wpływu określonego terytorium na zachowanie się danej ludności. Podobną naiwnością cechują się entuzjaści Unii Europejskiej, którzy krytykują istnienie państw narodowych w czasie, kiedy może dojść do zatarcia granic. Problem polega na tym, że powstanie państwa federacyjnego na wzór Stanów Zjednoczonych wcale nie zniweluje podziałów kulturowych i ewentualnych uprzedzeń – przeciwnie, nasili je jeszcze bardziej przez nałożenie np. wspólnego prawa. Nie jest możliwe zarządzanie dużym terytorium, gdzie wszyscy mieliby poczucie tej samej wspólnoty – a ryzyko to jest tym większe, im większe terytorium mamy na myśli. Przede wszystkim jednak nie ma ucieczki przed ideą państwa i narodu – bez względu na okoliczności tego typu koncepcja będzie istnieć zawsze.

Kosmopolityzm to utopia, ponieważ ludzkość tworzy podziały z naturalnej potrzeby, a więc jest to cecha, która jest niezbywalna. Podziały te mają szczególne znaczenie w kulturze lokalnych społeczeństw, i bez względu na to, jakie próby zostałyby podjęte, człowiek zawsze będzie bardziej związany ze społeczeństwem, z którym sie wychował, niż z grupami społecznymi w innych częściach świata, z którymi nigdy nie miał kontaktu. Idea kosmopolityzmu brzmi wręcz jak propaganda komunistyczna mówiąca o tym, że "wszyscy są równi" w rzeczywistości powodując coś zupełnie przeciwnego.

Państwo narodowe posiadające własną kulturę, przyczyniające się do poczucia dumy narodowej, wcale nie musi nas rozdzielać z innymi i nie musi powodować skrajnych poglądów. Przeciwnie, może przyczynić sie do swoistej fascynacji, "przełamywania lodów" między danymi narodami. Swoista „rywalizacja” lub współistnienie danych kultur równolegle do siebie wpływa pozytywniej, niż próba siłowego scalenia ich w jedną, dominująca koncepcję. Jedyna dziedzina kultury, gdzie ewentualne podziały nie mają racji bytu jest nauka, ponieważ nauka do zdrowego funkcjonowania potrzebuje „globalności”, wspólnego wysiłku wszystkich badaczy na świecie.

Diogenesowskie pojęcie kosmopolityzmu nie jest możliwe do globalnego wprowadzenia, więcej, żaden człowiek nie może być pełnym kosmopolitą, ponieważ zawsze będzie związany z określoną grupa bardziej niż z inną. Dziś zacieranie granic ma sens jedynie w dyskusjach na temat języka (wprowadzenie języka Esperanto na całym świecie), finansów (wspólna, globalna waluta), pewnych uniwersalnych praw (prawa człowieka) oraz wymienionej już nauki. Nie jest jednak możliwe zatarcie wszystkich granic kulturowych, ponieważ wiązałoby się to z zatarciem tradycji i historii, która jest wszędzie dookoła – nie tylko w bibliotekach, ale w naszym sposobie zachowania, wśród naszych rodzin i na ulicach – i wszędzie się od siebie różni. Jesteśmy skazani na to, że musimy być i patriotami, i obywatelami świata.

Inne teksty tego autora: