Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Wywiad z zespołem Votum

Napisane przez: The Patient , Rodzaj: Wywiad , Dodane: 2012-09-26
Wydali dwie świetne płyty rok po roku, i przyznam się szczerze, cholera nie wiem która jest lepsza. Cenie siebie obydwa wydawnictwa. Czekamy na kolejne 3 wydawnictwo i ? Właśnie, gdzie 3 płyta? Co się dzieje? Kiedy ją usłyszymy? Zespół nie wiele powiedział w tej kwestii na fb. Więc, dzięki naszemu magazynowi, postanowiłem po przez wywiad dowiedzieć się więcej, co z kolejną płytę i kiedy ją usłyszymy. Zapraszam do lektury.
The patient: Witam. Pierwsze pytanie na rozgrzewkę. Wierzycie w duchy?

Zbigniew Szatkowski: Ja wierze. Mam też upatrzone kilka konkretnych osób, które zamierzam straszyć po nocach, jak tylko wykorkuje. Nie jestem pewien czy można wybrać jakieś konkretne miejsce do nawiedzania, ani gdzie podpisuje się formularze, ale będzie potrzeba naprawdę profesjonalnych egzorcyzmów by pozbyć się mnie z ziemskiego padła. Ah.. niewidzialność to też spory plus, jeśli wiecie o co mi chodzi.

Adam Łukaszek: Mam nadzieję, że nie jestem na liście <śmiech> Ja nie wierzę, ale to w cale nie oznacza, że "na ducha" ciężko mnie przestraszyć. Nie mam doświadczenia w kontaktach paranormalnych, może stąd moje nastawienie. Jestem zdania, że wszelkie dziwne zjawiska można wytłumaczyć naukowo. I coś czuję, że go nie zmienię. (śmiech)

Jako, że to pierwszy wywiad dla naszego magazynu, chciałbym zatem, o przedstawienie historii zespołu?

ZS: Dosłownie w kilku słowach. Dokładna data kiedy to koncept Votum pojawił się w głowach Adama Kaczmarka i Ala Salamonika niknie w mroku dziejów. W 2003 formalnie rozpoczął istnienie i z dużą dozą entuzjazmu pozostawał na scenie przez bardzo długi czas. Chłopaki wychodzili z założenia – bardzo słusznego - że tylko to daje odpowiednie doświadczenie i jest najodpowiedniejszą bazą do budowania popularności. Na początku Votum grało w stricte heavy metalowej stylistyce i to właśnie eksploracja tych terenów wypluła pierwsze demo, a potem singiel. 2007 rok przyniósł zmianę stylu i podejścia i rozpoczęliśmy (już wspólnie) ewolucję w kierunku tego co można usłyszeć na kolejnych albumach. Zarówno „Time must have a stop”, jak i „Metafiction” i nadchodzący wielkimi krokami „Harvest moon” można uznać za twory eksperymentalne lub pozostające gdzieś w ramach rocka i metalu progresywnego. Ciężko tak naprawdę opisać to jak brzmi Votum, ale jest to z pewnością granie innego typu niż w przypadku większości zespołów z nurtu. I nie mam żadnych wątpliwości, że „Harvest Moon” to podkreśli.

AŁ: Tak, aby nie pozostać bez słowa przy tym pytaniu dodam, że jestem najmłodszy stażem w zespole. Przejąłem wakat w 2007 roku, po odejściu pierwszego perkusisty Piotra Umińskiego, który z przyczyn osobistych opuścił skład Votum tuż po nagraniu pierwszego LP zespołu - „Time must have a stop”.

Wasz debiut jak i kolejna płyta została bardzo dobrze przyjęta przez recenzentów. Czy czytacie recenzje pisane przez odbiorców waszej muzyki? Jakie są wasze reakcje na te dobre jak i negatywne opinie ludzi odnośnie tego co do tej pory wydaliście?

ZS : Czytamy. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy przeglądałem pierwsze rzeczy, które o nas pisano, ale w pewnym momencie recenzji pojawiło się tak wiele, że trudno było nadążać na tym co o płytach i gdzie się pojawia. Ciągle jest to ciekawa lektura, jednak traktujemy ją raczej w kategorii „analizy rynkowej” niż czegoś co mogłoby wpływać na to jak pracujemy lub co gramy. Poprzednie krążki były przyjmowane z bardzo dużym zainteresowaniem, co też pozwala nabrać wiatru w skrzydła i utwierdzić się przekonaniu, że to co robimy ma sporo sensu.

AŁ: Najciekawsze są zawsze pierwsze recenzje, bo najbardziej się na nie czeka. Pracujesz nad płytą kilka, kilkanaście miesięcy, wkładasz w to mnóstwo uczucia, czasu i energii, i jesteś cholernie ciekawy co na to cały Świat! W końcu nie robimy tego tylko dla siebie. Jednak wystarczy kilka pierwszych recenzji, aby się niejako nasycić, poznać ogólne nastroje i dać sobie spokój na przyszłość… do kolejnej premiery.

Debiut jest płytą całkiem inną niż „Metafiction”. Z drapieżnego debiutu, przeszliście w klimatycznego rocka. Czym była ta zmiana spowodowana?

ZS : Wszystko jest kwestią odpowiedniego zbiegu okoliczności. Historia wymagała takiego zabiegu, musiała być inna klimatem. Opowieść była chłodna i zimowa – materiał, który powstał by opowiedzieć i uzupełnić warstwę tekstową - musiał jej więc odpowiadać. Historia z „Time Must Have a Stop” była mroczna i pełna gniewu – musiała brzmieć odpowiednio drapieżnie.

AŁ: Nie trzymamy się jednego stylu, co dość często staramy się w wywiadach podkreślać. Nie jest nigdzie powiedziane, że Votum będzie grało tylko ciężko, albo tylko klimatycznie. To wszystko zależy od wielu czynników, które trudno tu wymienić. Jedno jest pewne, że jeszcze nie raz zaskoczymy, bo nienawidzimy nudy i utartych schematów.

Pozostańmy na chwilę przy „Metafiction”. Utwór „December 20th”, który uważam za najlepszy utwór jaki do tej pory stworzyliście. Jest w nim wszystko, co w waszej muzyce najlepsze. O czym jest ten utwór, czy tak jak uważam opowiada o przeznaczeniu, którego nie da się oszukać?

ZS : Każdy ma swojego faworyta, ale wiem, że kilku z chłopaków też jest bardzo zadowolonych z „December 20th”. To swoiste ukoronowanie opowieści z „Metafiction”. Ukazuje moment, w którym splata się wiele historii wokół jednego wydarzenia, rozdzielającym płytę na 2 części. Jest to też opowieść o skoku z „władzy nad losem” w „ostatecznej utraty kontroli”.

AŁ: Nie słuchałem tego numeru dobre dwa lata i zachęcony Twoimi superlatywami postanowiłem go odświeżyć. I muszę przyznać, że to naprawdę świetny numer, ale czy najlepszy? To wszystko oczywiście subiektywne odczucia. Myślę, że jest duża szansa, że po przesłuchaniu "Harvest moon" zmienisz zdanie (śmiech)

Dobrze, przejdźmy do tego co się dzieje teraz z Votum. Singiel już pół roku temu wyszedł. W sieci pisaliście, że macie jakieś problemy z dokończeniem produkcji płyty. Czy te problemy już są skończyły?

ZS : Oby. To troszkę takie fatum Votum. Przez chwilę martwiliśmy się, że cały materiał zarejstrowany na tę płytę mógł przepaść bezpowrotnie. W przypadku „Metafiction” mieliśmy podobne problemy, wszystko wydawało się zwrócić przeciw nam. Problemy ze sprzętem, problemy ze wszechświatem i całą resztą.

AŁ: Aktualnie jesteśmy w trakcie miksowania całego albumu. Praca wre. Poświęcamy na to cały weekend od rana do wieczora. Podejrzewam też, że zahaczymy jeszcze o normalny, pracujący tydzień, co nie jest najlepszym wyjściem, ale cóż, nie ma wyboru. Chcemy Wam dać gotowy produkt jeszcze w tym roku, więc jesteśmy przygotowani na całą serię wyrzeczeń.

Kiedy, możemy spodziewać się nowego wydawnictwa?

ZS : Nazwa płyty okazała się bardzo pasująca do całej wydawniczej sytuacji. Powiedziałbym, że całość będzie na półkach najszybciej jak to będzie możliwe. Tak jak mówiłem, problemy techniczne są już w większości za nami, wiec pozostaje być cierpliwym, trzymać kciuki za to, że tłocznia nie spowolni procesu i jesień roku 2012 przyniesie żniwa z księżycową poświatą.

Czego po nowej płycie możemy się spodziewać?

ZS : Z każdą kolejną płytą dużo się uczymy. Rozwijamy się zarówno od strony muzycznej, jak i poprawiamy swoje umiejętności z techniczno-produkcyjnego punktu widzenia. Na „Harvest moon” będzie na pewno mocniej niż poprzednio, a z pewnością ciekawie i nietypowo. Będzie sporo rzeczy do których zdążyliśmy przyzwyczaić na poprzednich wydawnictwach: atmosfera i melodie. Będzie też naprawdę dużo dobrego materiału – to zdecydowanie najdłuższy krążek jaki wyprodukowaliśmy. Ciągle, tak jak w przypadku poprzednich 2 albumów, będziemy mieli do czynienia z płytą koncepcyjną .

AŁ: "Harvest moon" to zdecydowanie najlepsze, najbardziej spójne i dopracowane wydawnictwo pod szyldem Votum. Włożyliśmy w to mnóstwo czasu, pracy i zdrowia. Ale dzięki temu jestem przekonany, że już za chwilę to zaprocentuje w postaci powiewu świeżej nuty na rodzimym, muzycznym rynku. Choć, nie ukrywam, mam nadzieję, że na zagranicznym również. Możecie spodziewać się pięknych, klimatycznych melodii, jak i ciężkiego, nowoczesnego grania. Wszystko co najlepsze made by Votum.

3 wydawnictwo każdego zespołu jest tym najważniejszym w historii. Pokazuje, czy zespół się rozwija, czy stoi w miejscu, czy będzie miał w przyszłości coś jeszcze do powiedzenia, a może przepadnie. Nie czujecie presji 3 płyty?

ZS : Wiemy, że płyta będzie dobra. Nie ważne czy byłaby pierwsza, piąta czy siedemnasta. Z mojego punktu widzenia jest tak: debiut jest ważny, to zaznacza obecność na rynku, drugi album jest ważny, bo weryfikuje czy dobry debiut nie był tylko przypadkiem, trzeci album jest ważny, bo sprawdza czy zespół ciągle jest w formie. Każde następne wydawnictwo jest ważne, bo przy komponowaniu, nagrywaniu, obmyślaniu dajemy z siebie wszystko, krew, pot i łzy. Setki godzin prób, tysiące przegranych utworów i całe dni ćwiczeń i katorżniczej pracy. Z jednej strony to tak jakby stwierdzić, że któreś dziecko będzie ważniejsze ze względu na kolejność, ale w naszym popranym związku, gdzie jest 6 tatusiów wygląda to trochę bardziej wariacko.

AŁ: Faktycznie tak jest, że trzecia płyta jest tą weryfikująca, jednak można podawać przykłady kapel, które tej regule się nie poddały jak choćby Opeth czy Katatonia, które aż tak wielkiego potencjału przy pierwszych trzech wydawnictwach nie przejawiały, a aktualnie, jak widać, święcą triumfy. Jednak są to ciągle wyjątki, które tę regułę potwierdzają. W przypadku Votum na pewno da się odczuć, że wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich lat. Wiele się nauczyliśmy i całą naukę wpompowaliśmy w ten album. Presji jednak nie czuliśmy. Robiliśmy co do nas należało - kolejny świetny album.

Poza muzyką innych kapel, skąd czerpaliście pomysły do nadchodzącej płyty?

ZS : To działa trochę inaczej. Nie słuchamy muzyki innych kapel by się inspirować. Między innymi to właśnie to powoduje, że brzmimy i gramy inaczej niż rynkowy standard. Nie oznacza to, że nie słuchamy rzeczy, które są w danym momencie gdzieś w naszej muzycznej okolicy. Wręcz przeciwnie, bardzo pilnie śledzę rynkowe debiuty i z przyjemnością muszę stwierdzić, że mamy kilkanaście fenomenalnych kapel, które tylko czekają żeby pojawić się na szerszym rynku. Ale mamy inne ambicje, inne podejście i inny styl.

Miałem przyjemność być na waszym koncercie w Lublinie na Electric Nights w 2010 roku. Jak wspominacie ten festiwal?

ZS : Bardzo dobrze i przede wszystkim wyraźnie. To była fajnie zorganizowana impreza i graliśmy z mnóstwem zespołów, które bardzo cenimy i lubimy. Sądząc po doborze koszulek pojawiło się tam też sporo naszych fanów i fanek, których to zastępy gorąco pozdrawiamy.

AŁ: Świetny wieczór, rewelacyjny skład. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy tam zagrać w gronie tak znakomitych muzyków. Z częścią się znamy już od jakiegoś czasu, a niektórych dopiero mieliśmy przyjemność poznać. Ja osobiście zniecierpliwiony czekałem na występ Terminal, no i muszę przyznać, że się nie zawiodłem. Chłopaki wciskają w ziemie i gniotą jaja!

Czy w naszym kraju jest trudno zrealizować trasę koncertową?

.ZS : To wyzwanie. Trzeba planować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i trzeba bardzo dużo pracy włożyć by wszystko zagrało tak jak powinno. Ale również zdecydowanie warto. Grać na żywo trzeba.

AŁ: Wyzwanie jak każde inne. Jak się chce, to można. Wszystko jest w życiu trudne jeżeli chcesz to zrobić na najwyższym poziomie. Jednym z moich ulubionych powiedzeń jest: "Nigdy nie idź na łatwizne" i cieszę się, że Votum działa w myśl tej zasady. To się tyczy tworzenia muzyki, promocji czy wspomnianej organizacji tras koncertowych.

Co wam daje największą przyjemność z koncertowania?

ZS : Przede wszystkim kontakt z ludźmi. Jest wiele niegodności przez które trzeba przebrnąć prze koncertami, są setki kilogramów sprzętu do przerzucenia, jest tysiące kilometrów do przejechania, są nieprzespane noce i fizyczne upiorne zmęczenie, ale to jest momentalnie rekompensowane przez szanse na granie dla ludzi, którzy przychodzą bawić się z nami.

AŁ: Bycie razem na scenie, czerpanie i oddawanie energii to jest coś, co nie ma porównania z absolutnie niczym. Ta adrenalina, która strzela przy pierwszym, potężnym uderzeniu w blachy jest czymś czego mi bardzo brakuje, kiedy nie ma koncertów i skupiamy się na produkcji. Mogę otwarcie powiedzieć, że granie na żywo to sens mojego życia. Uwielbiam zapi***alać za bębnami i co pocieszające, z każdym rokiem coraz bardziej (śmiech).

Czy jest coś na trasie koncertowej czego nie lubicie, a niestety jest nieodłącznym elementem trasy?

ZS : Najbardziej nie lubię jak trasy się kończą, i to jest zdecydowanie nieunikniony element każdej z nich. Jestem wielkim fanem grania na żywo i na koncertach to widać. Hehe...

AŁ: Tak. Zdecydowanie noszenie sprzętu. Często i gęsto człowiek się piwa przez to z fanami nie napije. Ja, jako perkusista mam najwięcej roboty ze składaniem sprzętu. Rozumiem, że nie muszę tłumaczyć dlaczego. Kiedy cały zespół jest w połowie drugiego piwa ja dopiero zabieram się za pierwsze.

Na koniec. Czego sobie i fanom życzycie?

ZS : Sobie tego, żeby płyta dotarła do naszych fanów – tych, którzy już są z nami, i tych, którzy dopiero do nas dołączą. Naszym fanom, żeby ta płyta przewyższała ich oczekiwania. Tego właśnie chcemy.

Nic dodać, nic ująć!

Dziękuję za wywiad. Mam nadzieje że nie długo będę mógł usłyszeć Votum na żywo.

ZS : Dzięki serdecznie!

AŁ: Pozdrawiamy i do zobaczenia na nadchodzących koncertach Votum!

Votum w Internecie:

Strona oficjalna
Strona na Facebooku
Strona na Myspace

Inne teksty tego autora: