Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Revival Monster Attack!

Napisane przez: Pipkin , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2012-04-01

Co za czasy!

Dzisiaj nawet w Rosji kręci się już filmy z gatunku "monster attack"! Bracia zza granicy podpatrzyli sukces niewysokobudżetowego Monsters i stworzyli swoje Zarodniki (?????, 2011) – oceniając po efektach - za jeszcze mniejsze pieniądze. Fakt, że film Maksima Dyachuka w ogóle powstał świadczy o tym, że potwory powoli wracają do łask. Po ogromnym zalewie tego typu produkcji w ostatnim czasie, bliski jestem nawet stwierdzenia, że przeżywamy drugie lata 50te. A lata 50te właśnie, to czas największej filmowej tandety w kinie science-fiction. Któż z nas z rozrzewnieniem nie wspomina takich produkcji jak Zabójcze ryjówki, Tarantula, Kobieta-pszczoła, Navy vs. Night Monsters czy nawet porządniejszego obrazu Potwór z Czarnej Laguny?

Oczywiście nowe monstra wyglądają zupełnie inaczej, zmieniły się warunki techniczne. Nie mamy stylowej, czarno białej kliszy, efektów specjalnych z gumy, wklejonych zupełnie od czapy wybuchów atomowych w końcówce (no dobra, może czasem). Ręcznie robione makiety zostały zepchnięte przez te wygenerowane komputerowo, trudno już dorobić prymitywną ideologię ataku najeźdźców z czerwonej planety (komunistów) czy post-nuklearnej mutacji (od zrzucenia bomb na Hiroshimę i Nagasaki minęło dużo czasu). Podstawowe pryncypia monster attack jednak pozostały takie same: nakręcić film z przerażającą bestią za 10 tyś dolarów i sprzedać go za 20. Jaka jest różnica między zrobionymi z opony i szmat krwiopijcami z Ataku gigantycznych pijawek (1959), a np. Mongolskim Robakiem Śmierci (2010)? W zasadzie to żadna, oba wyglądają fatalnie i koszmarnie tanio.

Absolutnym ojcem taniego i dobrego sci-fi do dziś – od prawie 60 lat – pozostaje niezastąpiony Roger Corman. Nagrodzony w 2009 roku Oscarem „król kina B” nieprzerwanie od połowy lat 50 produkuje średnio 10 pozycji rocznie. I to nie byle jakich! Przykładowo, tylko w 2010 wypuścił takie klasyki jak Dinoshark, Dinocroc vs Supergator, Sharktopus i Piranhaconda! Śmiem twierdzić, że tytuły same dają świadectwo jakości. Związał się on na stałe z telewizją SyFy. Podobną drogę przeszła Lisa M. Hansen, która rezyduje teraz w CineTel Productions, wytwórni odpowiedzialnej między innymi za Atak mega karaczanów, Komodo vs. Cobra czy Super Shark. Rywalizuje z nimi The Asylum, najsłynniejsza chyba stajnia taniego sci-fi. Oni z kolei, oprócz projektów autorskich jak Mega Shark vs Giant Octopus, Mega Shark vs Crocosaurus, Mega Python vs Gatoroid, kręcą przeważnie mockbustery, czyli przeróbki wchodzących do kin superhitów. Do lepszych zaliczyłbym Mega Piranię, (hehe, era na GIGANTYCZNE potwory się skończyła, ewidentnie teraz dominują MEGA ptaki, MEGA robale, MEGA rekiny), która jest podróbą Piranii 3D (swoją drogą film Asylum jest lepszy niż oryginał), AVH: Alien vs Hunter czy kompletnie powalający Titanic 2. A to tylko kropla w morzu ich wytworów, wymieniać można godzinami.

Do najciekawszych serii ataku potworów i zwierząt należy niewątpliwie seria „Maneater” (Ludożercy) tworzona przez ludzi z SyFy. Większość filmów z tej serii kręcona jest bezpośrednio na rynek DVD, jednak wcześniej mają one swoją premierę w telewizji. Głównym założeniem jest przedstawienie zagrożenia ze strony różnorakich stworzeń – czy to mitycznych, czy to prawdziwych. Oprócz oczywistych bohaterów jak zabójcze szympansy, krwiożercze rekiny, trujące pająki, tygrysy bengalskie, krokodyle, grizzly, ośmiornice, mordercze mrówki, różnej maści robaki i insekty, możemy też zobaczyć na ekranie legendarnego diabła z New Jersey, Wiwernę, Yeti, Gargulca, Behemota czy bestie z równoległego wymiaru. Wygląda na to, że we współczesnym kinie potworem może być każdy i wszystko – nawet gigantyczny plemnik-zabójca (bohater nowelki Wadzilla z niepowiązanej akurat z SYFY antologii grozy Chillerama). Twórcy często eksperymentują, nie odwalają marnej roboty. Bywa, że - jak na produkcję telewizyjną - spotkamy całkiem ciekawe scenariusze. Dowodem na to jest chociażby film Obcy przybywają do Kolorado, jeden z nielicznych w historii kina westernów, w których rewolwerowcy i farmerzy muszą stawić czoła kosmitom. Warto nadmienić, że powstał 2 lata przed kinowym Kowboje i obcy! Ponadto, w serii zobaczyć możemy znane twarze, m.in. Erica Robertsa, Carmen Electrę, F. Murraya Abrahama, Kevina Sorbo, Michaela Madsena, Roberta Englunda, Armanda Assante, Daryl Hannah, Johna Rhysa Daviesa i wielu innych.

Ciekawostką jest, że Roger Corman czasami występuje w produkowanych przez siebie filmach. Można go zobaczyć na przykład we wspomnianym już Sharktopusie. Ma tam małą rólkę – starca, który podnosi monetę, upuszczoną wcześniej przez poszukiwaczkę odpadów na plaży. Kobieta nawet nie zdążyła sprawdzić co podniosła, bo rekin wciągnął ją do wody przy pomocy swoich macek! Na szczęście Cormanowi nic się nie stało, mało tego - jeszcze na tym skorzystał!

Inną sprawą jest, że po estetykę monster attack coraz częściej sięgają twórcy anime. Tegoroczne Gyo tuż po seansie wskoczyło na wysoką pozycję mojego rankingu filmów dekady. Fabuła jest tak idiotyczna, że byłem wprost oczarowany: świat szturmują ryby na metalowych nóżkach, które zarażają ludzi opuchlizną – tylko po to, by samemu wybuchnąć a istoty ludzkie wtłoczyć do tego mechanizmu. Rozdęci jak balony przedstawiciele naszej rasy emitują gazy, które napędzają całą maszynerię. Oczywiście w filmie znalazł się też wątek romantyczny, szpiegowski, jeden z najlepszych pościgów światowej animacji (rekin goni głównych bohaterów ulicami Tokio), szalony naukowiec i nawiązania do eksperymentów II wojny światowej. Coś niesamowitego!

Inne teksty tego autora: