Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

MORE

Napisane przez: Radigy , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-09-26

1. Elegia do poduszki.

Przyjrzyjmy się dzisiaj jednemu z moich ulubionych filmów krótkometrażowych. „MORE" – bo o nim mowa – jest tworem Marka Osborna. Jego film zebrał masę nagród jednakowoż w najbardziej prestiżowym wyścigu, statuetkę Oscara przegrał z takim klockiem jak „Bunny” – Chrisa Wedga. Nie takie zresztą pomyłki zdarzały się komisji ale nie czas to i miejsce na obsmarowywanie Oscarowej komisji. Przejdźmy zatem do samego filmu. Czemu to właśnie MORE mamy poświęcić swój cenny czas i czym film wyróżnia się wśród setki jemu podobnych? Ano film po obejrzeniu zostaje w głowie i wraca do nas pod prysznicem. Na nudnawym wykładzie na studiach. Odbija się w szybach zatłoczonych autobusów. Jest z nami wszędzie a muzyka z filmu kołysze nas później do snu.

2. Plastelinowa droga do szczęścia

6 minut z sekundami. Tyle właśnie trwa film Marka Osborna. Jeżeli zwrócimy uwagę na fakt jaka techniką film został wykonany, dojdziemy do wniosku, że czas musiał wydłużać się reżyserowi w nieskończoność. Stop-motion to technika która na pewno należy do efektowych. Można jej zarzucić braki ekspresywności (chociaż dla Jana Švankmajera problem ten widocznie nie istniał – co ten facet potrafił wyrazić poklatkowym gnieceniem plasteliny! Och, Ach!). Tak mało jest tutaj podobnych zabiegów, że zwracamy uwagę chociażby na stopień podkrążonych oczu naszego bohatera w różnych częściach filmu. Za to możemy być pewni, że film prędko się nie zestarzeje jak ma to miejsce z obrazami tworzonymi komputerowo. Te z roku na rok tracą na swojej wartości.

Ale to nie techniczna strona filmu wciąga jak bagno a ta bardziej psychologiczna. Z jakim światem mamy do czynienia w filmie „MORE”?. Świat jest szary, nudny, monotonny. Nasz główny bohater ląduję w samym jego centrum. Widać, że jest już zmęczony swoim życiem. Jego sny i marzenia sprowadzają się do osiągnięcia szczęścia które jest ukazane jako dzieci bawiące się na karuzeli. I mnie osobiście odpowiada takie zobrazowanie szczęścia bo gdybym to ja miał spersonifikować szczęście to kto wie czy dziecko na karuzeli nie było by jego najpełniejszym wyrazem? Ten perlisty śmiech który słyszymy na początku filmu nieodmiennie kojarzy mi się z małym księciem. Śmiech dziecka jest czymś naturalnym, czymś co nie zdążyło ubrać jeszcze swojej maski i czymś co nie zdążyło zostać zbabrane przez ohydy tego świata. Idąc dalej tym tropem może śmiech dziecka a więc również i szczęście ma jakiś związek z ideami wrodzonymi i natywizmem?

Nasz bohater podejmuje heroiczną walkę żeby własne szczęście znaleźć. Z fabryki w której pracuje (Get happy!) wynosi patent na okulary. Fabryka to kolejny kontrast w tym filmie. Ludzie doprowadzeni do maksymalnego smutku przez pracę która ich wykańcza produkują okulary które mają za zadanie uszczęśliwiać ludzi. Inne kontrasty? Jedyne dźwięki w filmie to śmiech dzieci i krzyczenie szefa. Szary kolor beznadziei życia i czerwony kolor pasji który tli się jeszcze w naszym bohaterze. Właśnie tej pasji i hartu ducha używa żeby stworzyć swoje nowe dzieło którym podbije świat. Wiemy, że jego plan się uda. Zostaje najlepszym światowym wynalazcą a ludzie szaleją na jego punkcie. Nie schodzi z pierwszych stron gazet, szarpnęli się nawet na pomnik na jego część.

Scena końcowa jest okropnie smutna. Siedzi nasz kreator we własnym biurze. Jest zmęczony i wydawać by się mogło, że jest szczęśliwy w końcu osiągnął swój cel. Jednak okazuje się, że szczęście do którego zaprowadził go ten wynalazek jest niepełne, krótkotrwałe. Co więcej nasz bohater jest zupełnie pusty w środku, wypalił się kompletnie. Z rozmyślań wyrywa go błysk. Podchodzi do okna żeby sprawdzić co go oślepiło. Oślepiła go karuzela wraz z bawiącymi się na niej dziećmi ta właśnie z jego snów! Tak film zatoczył koło i zakończył się tą samą sceną którą się rozpoczał.

3. Coś więcej

Jak zakończyć ten krótki wywód o MORE? Może za mnie niech tę opowieść skończy Gustaw Herling-Grudziński: „Byłem chory na tęsknotę za czymś nieokreślonym. Odetchnąłem innym powietrzem, jak człowiek, który nie wiedząc o tym, dusił się przez całe życie.”

Życie to dokonywanie wyborów. Przez całe nasze życie skręcamy w różne ścieżki mając nadzieje, że na samym końcu znajdziemy nasz wymarzony raj. Na pewno dróg do szczęścia jest dużo a wybór jest rzeczą bardzo indywidualną. Myślę, że ten film nie wskazuje nam którejś z dróg, nie mówi, że któraś jest lepsza bądź gorsza. Myślę, że jego celem jest zwrócenie nam uwagi, że nie każda droga nawet ta najbardziej dla nas oczywista prowadzi nas do celu.

I ostatnie pytanie na które nie potrafię odpowiedzieć brzmi czy na ziemi istnieje szczęście doskonałe czy tylko to krótkotrwałe i niepełne. Jeżeli tak to jak musimy żyć żeby je znaleźć i nie musieć całe życie poszukiwać czegoś więcej.

Inne teksty tego autora: