Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Diamenty Nocy

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-09-26
Nakręcony w 1964 roku film Jana Němeca uznawany jest za jeden z tych, który - obok "Czarnego Piotrusia" Miloša Formana i "Słońca w sieci" Štefana Uhera - dał historycznie początek czeskiej nowej fali. Jest to też długometrażowy debiut Němeca po dwóch wcześniej zrealizowanych etiudach, debiut dojrzały i odważny, zupełnie niezasłużenie dziś zapomniany.

Współscenarzystą jest Arnošt Lustig, któremu historia z filmu przydarzyła się naprawdę: dwaj nastolatkowie zbiegają z niemieckiego transportu śmierci, cudem unikając postrzału od hitlerowskich strażników. Nie wiemy jak się nazywają ani kim są, nie dowiemy się tego zresztą z filmu w ogóle; ubrani w łachmany - w tym z wymalowanymi literami KL („Warschau”?) - głodni i zmęczeni rozpoczynają trzydniową wędrówkę w nieznane.

Postawieni w sytuacji ściganej zwierzyny jedyny spokój odnajdują w naturze: las daje im nocleg i jedzenie, jednak niewystarczająco do przetrwania. Jeżeli chcą żyć, muszą iść przed siebie ryzykując wszystko. Wkrótce zresztą spotkają pierwszych cywilów oraz staną się celem łapanki niemieckich myśliwych, którzy z polowania na nich uczynią swoistą „zabawę”.

Nie jest to jednak „Essential Killing”, choć niewątpliwie Skolimowski widział „Diamenty” wielokrotnie. Film skupia się na losach chłopców tylko połowicznie, ich historia nie jest tym, co reżysera interesuje najbardziej. Główną rolę odgrywa w filmie świadomość człowieka w stanie zagrożenia, Němec rejestruje kamerą myśli, w tym sny oraz wspomnienia pokazując je naprzemiennie z opowiadaną historią, pozwalając im nawet zdominować cały film do tego stopnia, jak jeszcze nigdy w historii kina. Chaotyczny potok obrazów składa się na wizję ich stanu fizycznego i psychologicznego, ukazuje ich emocje oraz pogłębia uczucie zagubienia, pustki i strachu. Niezwykle ekspresjonistyczny sposób ukazania ucieczki nie potęguje jednak wrażenia oniryczności, przeciwnie obraz jest dzięki temu bardziej realistyczny, sugestywny, powodując przy tym wrażenie, że widz sam jest uczestnikiem opowiadanej historii. Podobnie jak w o cztery lata wcześniejszych „Ogniach Polnych” Kona Ichikawy, film pokazuje dramat wojny bez uciekania się do bitew, walk i przemocy, skupiając się wyłącznie na przeżyciach głównych bohaterów.

Nie byłoby tej wyrazistości gdyby nie dwóch operatorów, Jaroslav Kučera i Miroslav Ondřiček, którzy zostali uznani przez Agnieszkę Holland (dla której „Diamenty Nocy” są jednym z największych filmów w historii) za najlepszych czeskich operatorów filmowych. Wielkość filmu polega na tym, że twórcom udało się pokazać tak wiele, ukazując w rzeczywistości tak niewiele. Reżyser z uporem i niezwykłą dbałością koncentruje naszą uwagę na rzeczach małoistotnych, szczegółach, których sami już doświadczaliśmy lub moglibyśmy doświadczyć uciekając przed kimś, znajdując się w stresowej sytuacji albo po prostu idąc przez gęsty las. Myślami powracamy do miejsc z przeszłości, najczęściej z rodzinnych stron, zdarza się, że bez specjalnego celu: z jakiegoś powodu te wspomnienia oddają najwłaściwiej stan naszego ducha. Dla jednego z bohaterów jest to bezgłośnie jadący tramwaj po pustej, rozświetlonej słońcem ulicy, otwarte okna z wywieszonym praniem podczas poranka, ciemne klatki schodowe, kościoły, zaułki. W myślach pokonana zostaje przestrzeń i czas, w nich bohater odnajduje jedyne schronienie przed realnością.

Charakterystyczną i najbardziej wymowną dla filmu sceną jest ta, kiedy dwaj uciekinierzy spotykają wiejską kobietę przygotowującą jedzenie. Scena zbudowana jest w taki sposób, że wiemy, jak to spotkanie się zakończyło, ale nie wiemy jaki był jej prawdziwy przebieg: co jest wytworem wyobraźni, a co zdarzyło się naprawdę. Czy kobieta podarowała chleb dobrowolnie, czy też została zaatakowana i zabita przez głównych bohaterów? Z podobnych niedopowiedzeń zbudowany jest zresztą cały film, te najważniejsze Němec zostawił na sam koniec.

Zadziwiające jest to jak „lekko” potraktowany jest ten obraz, i jak dużym brakiem kompromisów wykazali się twórcy w trakcie jego kręcenia. W filmie o śmierci nie ma jej w ogóle, a bohaterowie nie wypowiadają do siebie niemal żadnych słów. Kamera rejestruje obraz z niebywałą intensywnością i niespotykaną dotąd techniką, jakby na przekór temu, czego naucza się w szkołach filmowych. Oglądając „Diamenty Nocy” ciężko oprzeć się wrażeniu, że jest to krzyk młodości: czuć silną potrzebą eksperymentowania, dążenia do czegoś nowego, innego, świeżego. Němec podejmuje odważną i ryzykowną próbę znalezienia formy najlepiej nadającej się do przeniesienia na taśmę filmową ludzkich emocji, umysłowego przeżycia a więc swoistego „strumienia świadomości” osiągając przy tym artystyczny sukces.

Po filmie dalsza kariera Němeca była bardzo kręta, głównie za sprawą skandalu związanego z filmem „O uroczystości i o gościach” po której musiał wyjechać ze swojego ojczystego kraju. Choć nie udała mu się potem kariera na zachodzie, to dzięki „Diamentom Nocy” reżyser zapisał się złotą zgłoską w historii kina. Wystarczająco na tyle, że nadano mu przydomek "enfant terrible Czeskiej Nowej Fali" – a że był to jeden z najlepszych filmowych okresów ubiegłego wieku, o czymś te określenie musi świadczyć.

Inne teksty tego autora: