Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Apollo 18: czyli found footage na księżycu

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-09-26
Recenzja zawiera spoilery w oznaczonych miejscach.

Jeśli jako dziecko czytałeś o prawach Hubble’a, błądzących gwiazdach i słonecznych proturbulencjach (niekoniecznie coś z tego rozumiejąc) to być może cierpisz na niezwykle rzadką przypadłość: kosmosofilie. Standardowy kosmosofil nie potrafi pominąć żadnego tworu z pozaziemską tematyką, a oprócz tego nie może się pogodzić z tym, że nie urodził się w czasach, kiedy ludzie patrzyli częściej w gwiazdy niż dziś w iPady, a moonwalk Neila Armstronga (który w chwili pisania tych słów opuścił ziemski padół parę godzin temu…) miał jeszcze większą popularność niż moonwalk Michaela Jacksona…

To były czasy. Wtedy wydawało się, że nic już nie będzie takie samo, że kosmos po raz pierwszy stoi przed nami otworem. Zwykli amerykanie uwierzyli w to do tego stopnia, że… kolejne misje na księżyc przestały robić na nich wrażenie. W 1970 roku NASA postanowiło odwołać misje Apollo 18, 19 i 20 ze względu na wysokie koszty i słabe zainteresowanie opinii publicznej. Od ostatniej misji, Apollo 17, żaden człowiek nie stanął ponownie na ziemskim satelicie. Jak nietrudno się domyśleć, wokół przerwania programu Apollo zgromadziło się sporo teorii spiskowych w kulturze popularnej, nic dziwnego bo pomysł o kolejnych misjach odbytych w tajemnicy przed opinią publiczną nasuwa się sam. Jest więc rzeczą niezrozumiałą, że trzeba było czekać aż 40 lat na film który podjął tą tematykę. Zaległości nadrobił niejaki Gonzalo López-Gallego i Brian Miller, którzy zrealizowali za „skromne” 5 milionów dolarów, ale z wielką pompą film „Apollo 18”. „Z wielką pompą”, bo nie tylko nakręcili fabularny film o utajnionej misji, ale postanowili wykorzystać modę na tzw. „dokumentalizowane horrory” żeby przekonać widza do prawdziwości wszystkiego co widzi na ekranie.

Nie wiem jak wy, ale ja jak słyszę o „dokumentalizowanym horrorze” to uciekam gdzie pieprz rośnie. Nie trafia do mnie nic z konwencji „found footage” od szału na „Blair Witch Project” po hype na „Paranormal Activity”. „Apollo 18” to nic innego jak próba przeniesienia wiedźmy z Blair na księżycowy grunt, co już założenia brzmi niezbyt ciekawie.

Mamy tu wszystko co charakterystyczne dla podobnych filmów: pijanego kamerzystę z ADHD, prześwietlenia, uciążliwe cięcia, brak muzyki, dziesiątki przerywników rzekomo mających uwiarygodniać nagrania, i tak dalej. O ile osadzenie horroru na księżycu ma sens, o tyle używanie wszystkich tych zabiegów żeby uwiarygodnić „prawdziwość” obrazu mija się zupełnie z celem.

Powiedzmy, że jakoś to przetrwamy, albo ktoś taką konwencję lubi. Mając dwóch astronautów na księżycu w utajnionej przed światem misji, można się spierać czy twórca miał duże czy małe pole do popisu kręcąc kino grozy. Według mnie można było ciekawie wykorzystać motyw zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR, odkryć tajemnicze jaskinie po ciemnej stronie księżyca, lub potraktować film mniej poważnie i np. nawiązać do sławnego fake’owego filmu z tajemniczą ruiną na księżycu, albo do znanych w tamtych latach wyników pomiarów drgań skorupy księżyca sugerujących, że nasz naturalny (?) satelita jest w wielu miejscach pusty w środku. Uwierzcie mi, że tego typu zajawki znalazłyby wielu wielbicieli, choć bardziej nadawałoby się to na jakieś luźne opowiadanie w duchu science fiction niż horror. No i przede wszystkim film skierowany byłby wtedy raczej do niewielkiego i „wtajemniczonego” grona odbiorców.

Twórcy pomysłu na rozwinięcie fabuły nie mieli w ogóle, więc zaczęli prześcigać się w wymyślaniu coraz głupszych rzeczy. W filmie księżyc (Spoiler) jest zamieszkały przez dziwaczne „ośmiorniczki” wychodzące z księżycowych ciemności, które nie dość, że są w stanie zniszczyć księżycowy łazik, to jeszcze potrafią zainfekować człowieka wirusem potęgującym w nim żądze krwi i przemocy. I tak jeden z astronautów zostaje zainfekowany, drugi, nieświadomy zagrożenia będzie musiał wkrótce stanąć do walki o swoje życie. W między czasie okaże się, że na księżycu byli również radzieccy astronauci, ale scenarzysta nie rozwinął tego wątku, dając do uzmysłowienia, że amerykanie podzielą wkrótce ich los, a więc śmierć.(/Spoiler).

Pół biedy, gdyby to było kino Asylum – jako film klasy „B” tego typu pomysły znalazłyby pewnie wielu zwolenników, powstać by mogła nawet cała trylogia z wszystkich nieodbytych misji. Problem z filmem jest taki, że reżyser zupełnie na poważnie potraktował swoją wizję lądowania załogi na księżycu, starając się za wszelka cenę urzeczywistnić wszystko co tam się odbywało. Zabrakło tu miejsca na luz czy humor, który w tego typu produkcji powinien znaleźć szczególnie dużo miejsca. Gallego brnął dalej w „tajne materiały NASA” pogrążając film z każdą kolejną minutą.

W „Apollo 18” złe jest prawie wszystko, począwszy od okropnego montażu, nachalnego dokumentalizowania na bzdurnych pomysłach kończąc. Jedyna rzecz, która zasługuje na uznanie to wysiłek scenografów włożony w przedstawienie księżycowych scenerii. Choć studyjne podrobienie krajobrazu naszego satelity nie jest dziś pewnie trudne, film Gallego robi w tej materii krok naprzód, sprawiając, że kapsuła wewnątrz krateru albo krótka podróż łazikiem wyglądają naprawdę ciekawie i efektownie. Są to rzecz jasna krótkie momenty, ponieważ cały wysiłek scenografów został zmasakrowany przez montaż, i docenią je raczej tylko kosmosofile w zaawansowanym stadium jak ja.

Największą wadą jest wszędobylska nuda wiejąca z każdej minuty, nuda której nie da się zasłonić wysiłkami operatorskimi ani technicznymi. Sam pomysł na film to za mało, żeby przykuć uwagę na półtora godziny, potrzeba też talentu realizatorskiego i ciekawych rozwiązań, do których księżyc nadaje się znakomicie, a którego eksploracją reżyser nie był w ogóle zainteresowany. Brak wrażeń odczują tu nawet zatwardziali fani wiedźmy z Blair o reszcie nie ma więc nawet co wspominać. Szkoda.

Inne teksty tego autora: