Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Gareth Jones kontra pożyteczni idioci

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Artykuł , Dodane: 2013-02-25
Terminu „pożyteczni idioci” użył podobno po raz pierwszy Lenin, nazywając tak zachodnich dziennikarzy entuzjastycznie piszących o rewolucji bolszewickiej oraz o „sprawiedliwości społecznej” komunistycznego społeczeństwa. Choć sowieci nimi pogardzali, oficjalnie podziwiali ich za odwagę, nazywając ich "obrońcami pokoju", wspierali ich finansowo oraz tworzyli agentury wpływów na całym świecie.

Pożyteczni idioci uznawani byli za inteligentów, choć refleksję nad niegodziwościami systemu komunistycznego zastępowało im ideologiczne zacietrzewienie wzmacniane powtarzanymi jak mantra hasłami o "nowoczesności", "sprawiedliwości" czy "wolności". Negowaniem czy usprawiedliwianiem negatywnych zjawisk w systemie komunistycznym zajmowały się istniejące do dziś najpoczytniejsze dzienniki na świecie jak francuskie "Le Monde" i "Le Figaro" czy amerykański "New York Times". Choć trudno w to uwierzyć, tysiące najwybitniejszych filozofów, artystów i naukowców było narzędziami propagandy w rękach Związku Radzieckiego. Nawet jeśli część tzw. elit zdawała sobie sprawę z moralnie wątpliwych wydarzeń, wliczała to w koszta „postępu”.

Obywatel GJ

Zaryzykuję: nikt z was nigdy nie słyszał o Garethu Jonesie. Sam jeszcze niedawno zapytany o to nazwisko nie miałbym pojęcia o kogo chodzi. Gareth Richard Vaughan Jones był Walijczykiem, doradcą do spraw zagranicznych premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyd George’a w latach 30. XX wieku. Inteligentny, oczytany, znający kilka języków Jones, był człowiekiem graniczącej z szaleństwem odwagi: był bohaterem, który za dociekanie prawdy zapłacić musiał najwyższą cenę, przypominając tym samym w wielu aspektach rotmistrza Witolda Pileckiego.

Jones był reprezentantem jednego z najbardziej wzgardzonych zawodów świata: uprawiał dziennikarstwo. Dziś zewsząd dochodzą głosy o spadku zaufania do tego zawodu, czy nawet o spadku zainteresowania prasą drukowaną jako taką. Jako główne przyczyny podaje się przede wszystkim wirtualizację mediów, tabloidyzację przekazu i ogłupienie społeczeństwa. Ja sam mam na ten temat inne zdanie: dziennikarz nie jest dziś wiarygodną osobą, która poszukuje prawdy, a raczej jest ideologiem doskonale zdającym sobie sprawę z tego, kiedy mówi prawdę a kiedy naciąga rzeczywistość (ale za to „w słusznej sprawie”). Bezstronne dziennikarstwo, formalny obiektywizm, jak ciekawie zauważył kiedyś Kapuściński, nie jest w dziennikarstwie możliwy, szczególnie w sytuacjach konfliktowych. Jednak nawet subiektywny charakter pracy dziennikarskiej nie zwalnia z poczucia czystej przyzwoitości i szczerości. Dziś, gdy termin „etyka dziennikarska” ma znaczenie drugorzędne, Gareth Jones powinien być dziennikarskim wzorcem, a jego śledztwo (o którym będzie mowa w tym artykule) szczytowym momentem w historii tego zawodu, bardziej niż uznawane za to śledztwo reporterskie w sprawie„Afery Wategate”. Dlaczego? Bernstein i Woodward o których powstały niezliczone ilości filmów i książek, w czasie kiedy demaskowali sekrety Białego Domu dając początek końca prezydentury Nixona byli w rzeczywistości narzędziami zemsty w politycznej grze. Jones był natomiast w pełni osamotnionym wojownikiem o prawdę, przeciwko któremu wymierzano najcięższe armaty propagandy i nienawiści w czasach, gdy słowo „wolność” nigdy nie miało tak niezrozumiałego znaczenia. O „Aferze Watergate” słyszeli jednak wszyscy, o Garethu Jonesie nie wspomina dzisiaj nikt.

Hołodomor

Były lata 30. XX wieku. W ZSRR panuje Wielki Terror, w wyniku którego życie tracą miliony niewinnych ludzi. Na terytorium południowej ZSRR (dziś głównie na terenie wschodniej i centralnej Ukrainy) władze Związku Radzieckiego wprowadzają politykę przymusowej kolektywizacji rolnictwa oraz nakazują chłopom obowiązkowe, nieodpłatne kontyngenty dostaw żywności w wymiarze przekraczającym ich możliwości produkcyjne. Wydarzenia te dają początek klęsce głodu znanej jako Hołodomor (ukr. Голодомор) lub Wielki głód na Ukrainie. Rozpoczął się chaos: zaprzestanie prac na wsi, niszczenie dobytków, zarzynanie zwierząt w obawie przed konfiskowaniem, migracje głodowe na które władze zareagowały wprowadzeniem paszportów i zakazywaniem podróży do innych rejonów kraju.

Dla tych, którzy pozostali na wsiach wprowadzono specjalny „dekret o pięciu kłosach”, według którego zerwanie choćby jednego kłosu na polach kołchozowych było przestępstwem przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Za zerwanie pięciu kłosów groziła śmierć, choć w praktyce zabijano wszystkich którzy próbowali się dostać do pól. Umierały z głodu kobiety z dziećmi, młodzi oraz starcy. Dochodziło do aktów kanibalizmu, dogorywający ludzie często byli zakopywani żywcem w zbiorowych mogiłach. Śmierć pochłonęła według różnych szacunków od 3 do blisko 7 milionów ludzi, a jeśli liczyć wszystkie klęski głodowe w przeciągu 20 lat jakie napotkały tamte regiony: około 10 milionów ludzi. Według wielu historyków, Wielki głód na Ukrainie był największą zaplanowaną zbrodnią ludobójstwa w dziejach ludzkości.

ZSRR oraz liczni „pożyteczni idioci”, jak nie trudno zgadnąć, podjęli próbę ukrycia przed światem tego co dzieje się w tamtym regionie. Sympatyzujący z komunistami korespondent "New York Timesa", Walter Duranty, który za serię reportaży o ZSRR, wychwalających postępy komunizmu został laureatem Nagrody Pulitzera (!) pisał, że "wszelkie opowieści o wielkim głodzie są przesadą lub złośliwą propagandą". Duranty wielokrotnie usprawiedliwiał zbrodnie komunizmu, posługując się popularnym, przypisywanym Stalinowi, argumentem, że "nie można zrobić omleta nie rozbijając przy okazji paru jajek". Niedługo stanie się głównym krytykiem Garetha Jonesa w prowadzonym przez niego śledztwie.

Jones zechciał sprawdzić czy opowieści o klęsce głodu są prawdą czy wyimaginowaną plotką. Postanowił na własny koszt wyruszyć do Moskwy w marcu 1933 roku, gdzie lekceważąc zakaz podróży wsiadł 7 marca 1933 roku do pociągu do Charkowa. Mając plecak wypełniony jedzeniem wysiadł na przypadkowej stacji oraz rozpoczął trwającą jeden miesiąc pieszą wędrówkę po ukraińskich wsiach. Był to pierwszy i jedyny taki przypadek, zważywszy że tamte tereny były niedostępne dla obywateli zachodniej europy a większość zachodnich dziennikarzy pisała prosto z Moskwy wyłącznie to, na co pozwalała im tamtejsza władza. Nie trzeba też wspominać, że przyłapany na gorącym uczynku Jones nie mógłby liczyć na litość ze strony władz Związku Radzieckiego.

Prawa przeciwko kłamstwu

Pogłoski o klęsce głodowej okazały się przerażającą prawdą. Jones na własne oczy zobaczył tysiące martwych ciał, i przeprowadzał liczne rozmowy z konającymi ludźmi. Nie było wsi, na której nie usłyszałby o „czekaniu na śmierć”, „puchnięciu z głodu” czy „mordowaniu ludzi przez sowietów”. Gdziekolwiek poszedł ludzie błagali go o chleb lub pomoc w dostaniu się do jakiegoś miasta. Przez cały okres podróży Jones prowadził specjalny dziennik, na którym spisywał wszystko czego był świadkiem z najdrobniejszymi szczegółami. Pod koniec marca wyjechał z Ukrainy i udał się do Berlina, gdzie przekazał swój raport gazetom w Ameryce oraz Wielkiej Brytanii.

Reakcja była natychmiastowa. Jones został nazwany kłamcą, a Sowiecki komisarz spraw zagranicznych Maksym Litwinow oskarżył go o szpiegostwo i w osobistym liście do premiera Wielkiej Brytanii Lloyda George'a poinformował o dożywotnim zakazie wjazdu dziennikarza na terytorium ZSRR. Największa krytyka nie spotkała go jednak ze strony władz sowieckich, gdzie relacje Jonesa były na cenzurowanym, a w Ameryce, gdzie wspomniany wcześniej Walter Duranty z „New York Timesa” rozpoczął prawdziwą „wojnę” przeciwko Jonesowi.

Wojna toczyła się - jak to między dziennikarzami bywa - na słowa: istotne jest w końcu to, czy mówi się o „niedoborze żywności” czy o „zagłodzeniu na śmierć 30% populacji”. Duranty zarzucał Jonesowi przede wszystkim to, że spędził za mało czasu na Ukrainie i nie spotkał wystarczająco dużo ludzi, aby snuć opowieści o „milionach konających z głodu”. Duranty nie ukrywał, że głód może na terenie ZSRR występować, natomiast z całą pewnością nikt tam z powodu głodu nie umiera. Obóz zachodnich pożytecznych idiotów negował nawet samą podróż Jonesa po tamtych terenach: bo niby jak miałby przetrwać wśród kanibali których tak przekonująco opisywał w swoich dziennikach?

Nie dowierzano, że wszystko co zostało napisane w relacjach dyskredytowanego przez dużą część opinii publicznej dziennikarza jest prawdą, a nie tylko polityczną agitką. Świadectwo dzielnego Walijczyka nie spotkało się z taką reakcją, na jaką zasłużyło, tonąc wśród kłamstw i pomówień komunistycznych propagandzistów, którzy zresztą sami nigdy na tamtych terenach nie postawili swojej nogi. Dopiero w sierpniu 1933 w Gdańsku Jones spotkał się z niemieckim konsulem w Charkowie, który wyraził uznanie dla jego działalności reporterskiej i przyznał mu publicznie rację.

Epilog

Dziennikarskim żywiołem Jonesa były przede wszystkim konflikty. W 1935 roku jego zainteresowanie wzbudziła sprawa spornych terenów Mandżukuo - marionetkowego państwa utworzonego w 1932 r. przez Japonię na okupowanych przez nią obszarach, w północno-wschodnich Chinach. Spór o te tereny toczył się również między Japonią a ZSRR, był to więc idealny przykład konfliktu między faszyzmem oraz antyfaszyzmem. 29 letni wówczas Jones został uprowadzony oraz zamordowany w niejasnych do dziś okolicznościach. Istnieją podejrzenia, że w zabójstwo dziennikarza zamieszane było NKWD.

Na Ukrainie Gareth Jones jest uznawany za bohatera narodowego. W listopadzie 2008 został pośmiertnie odznaczony Orderem Wolności za wyjątkowe zasługi dla Ukrainy, takie jak promocja i obrona praw człowieka. Historia Jonesa nie wzbudza jednak dziś – z niezrozumiałych dla mnie powodów - należytego zainteresowana, podobnie zresztą jak Wielki głód na Ukrainie.

Długo zastanawiałem się, czy artykuł o Jonesie nadaje się do naszego magazynu? Uważam, że stworzenie małego cyklu o takich osobach ma sens, pod warunkiem, że są to biografie mało znane i warte uwagi z różnych względów. Myślę, że warto się zastawić nad przypadkiem Jonesa i Durantego. Bo choć dziś świat jest już całkiem w innym historycznie i cywilizacyjnie miejscu, to czy w dalszym ciągu nie ulegamy ślepej wierze w „autorytety” z gazet i telewizji? Czy przynależność do tzw. elity musi uwiarygodniać owy autorytet w naszych oczach? Czy profesorzy żyjący w wyidealizowanym świecie nie są czasem dalej od prawdy niż zwykły prosty wieśniak?

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że pożytecznych idiotów nie brakuje i nie będzie brakować. Prawdziwym pytaniem bez odpowiedzi jest to czy istnieją nadal ludzie tak wielkiej odwagi i sprawiedliwości jak Gareth Jones... A może to są czasem właśnie Ci, których dziś ze szczególną zajadłością się upokarza i wyśmiewa?

Inne teksty tego autora: