Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Recenzja Obcy: 8 pasażer Nostromo

Napisane przez: Zaratustra , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2012-04-01
Od czasu Podróży na księżyc George'a Mélies'a, kino science-fiction głównie nas odstręczało przed odwiecznym pragnieniem do poznawania obcych przestrzeni. Do początku złotej epoki amerykańskiego kina - lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku - archetyp złego kosmity był zużyty do cna, pozostawiając pole do popisu jedynie dla gatunku komedii s-f. Tak było, do czasu kiedy nastąpił wzrost znaczenia niezależnych producentów, którzy uchylili furtkę do sukcesu nowym, niepokornym twórcom. Lucas, Spielberg, Scott udowodnili w tamtym czasie, że kino gatunków ma jeszcze wiele do powiedzenia - szczególnie w dziedzinie fantastyki naukowej.

W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku

Rok 2122. Holownik kosmiczny USCSS Nostromo wraca na Ziemię z Thedus wraz z rafinerią do przetwarzania wzbogaconych 20 000 000 ton rudy. Pilotujący statkiem komputer - matka (MU-TH-UR) odbiera zagadkowy sygnał, zidentyfikowany jako SOS, dobiegający z księżyca Acheron (LV-426) w układzie Zeta 2 Reticuli. 7-osobowa załoga (a właściwie ośmioosobowa - jest jeszcze kot Jones) zostaje wzbudzona ze stanu anabiozy, i wkrótce ląduje na księzycu pozostawiając na orbicie rafinerię. Na miejscu załoga odkrywa statek obcej cywilizacji, ogromny szkielet i pomieszczenie wypełnione setkami jaj. Dochodzi do wypadku, w wyniku którego losy "Nostomo" bezpowrotnie się zmienią: do załogi dołącza nieproszony gość, najbardziej przerażający i niebezpieczny organizm na jaki natrafił jak dotąd człowiek. Czając się w mrocznych zakamarkach Nostromo zacznie powoli zbierać swoje śmiertelne żniwo.

Fabuła brzmi jak zestaw komunałów, i tak jest w istocie; Obcy Ridleya Scotta jest kolejnym filmem potwierdzającym wstydliwą prawdę wszystkich artystów: że forma jest ważniejsza od treści. Scott dysponując skromnymi 11 milionami dolarów - co w dzisiejszych czasach przypadłoby na całą gażę jednego aktora - dzięki współpracy z wybitnymi artystami (Gigerem, Meobiusem, Medem i O'Banonnem) uzyskał unikalną i naznaczoną ich krojem pisma wizję przyszłości.

Humanolidalny "Obcy" stworzony przez szwajcarskiego malarza Hansa Rudolfa Gigera oraz miejsca gdzie odbywa sie akcja są bezbłędnymi przykładami jak można zrobić "dobry" użytek z całej masy ludzkich fobii. H.R. Giger, pracował przy tej produkcji również jako scenograf, mając duży wpływ na wygląd obcego statku, jak i krajobraz księżyca Acheron. Polem do popisu były lęki związane z klaustrofobicznymi pomieszczeniami, ciemnością, brudem i krwią (hemofobia, mizofobia, nyktofobia...), strach przed rodzeniem (tokofobia), lęk przed pasożytami i owadami (parasitophobia), łapanie kandydatów na nosicieli i obezwładnianie ich przy użyciu własnych wydzielin (arachnofobia), co niektórzy mogą doszukać się lęków o zabarwieniu seksualnym - jak na przykład w przerwanej scenie śmieci Lambert pod koniec filmu. Mieszanina fobii z których korzystali twórcy może być wyliczana bez końca, istotne jest to, że dzięki ich umiejętnemu wykorzystaniu mikstura Xenomorpha urosła do rangi ewenementu - żadne inne filmowe monstrum od tamtej pory nie uzyskało takiego efektu i nośności. Obcy dzięki temu przeraża i fascynuje do tego stopnia, że udało mu się trwale wpisać w kulturę popularną.

Nie byłoby jednak tego sukcesu - a przynajmniej nie byłby on tak wielki - gdyby nie umiejętna reżysera Ridleya Scotta. Mimo doskonałego materiału jaki przed nim leżał, nie epatował nim - konsekwentnie pozostał wierny zasadzie, że najstraszniejsze jest to, czego nie widzimy. Obcy nie ukazuje nam się w całości aż do ostatnich minut filmu. Najczęściej mignie nam jego "Gigerowska" szczęka, innym razem widzimy tylko kolejne fragmenty jego ciała; widz samodzielnie "układa" sobie całą sylwetkę we własnej głowie. Scott doskonale rozumie suspens, lokując zwroty akcji w odpowiednich od siebie odstępach.

Film zachwyca w każdym detalu, i nie traci na jakości nawet po tylu latach, głównie dlatego, że warstwa wizualna skupiona jest wokół scenografii. Scott świadomie zrezygnował z większości efektów wykonanych przez Filmfex Animation Services - co widać szczególnie po obejrzeniu wersji reżyserskiej, gdzie na przykład posunął się nawet do usunięcia efektownej sceny lądowania z widoczną planetą księżyca Archeon. W filmie niewiele pojawia się scen lotu holownika "Nostromo", ponieważ Scott chciał za wszelką cenę uniknąć zbyt wielu podobieństw do Odysei Kosmicznej, która powstała dekadę wcześniej, a której efekty specjalnie - z powodu niewielkiego budżetu "Aliena" - niewiele odbiegały jakością od kosmicznego horroru Scotta.

W filmie są dwie sceny, które utkwiły mi w głowie szczególnie mocno. Pierwsza to kultowy już "poród" Kane'a, nadzwyczajnie brutalny jak na tamte czasy. Drugą sceną jest odkrycie Space Jockey'a, czyli gigantycznego, tajemniczego szkieletu który jest chyba największym jak do tej pory majstersztykiem H.R Gigera w filmie. Na podstawie tamtej sceny zbudowany jest cały hype związany z Prometeuszem - tajemnica jaka kryła sie w tamtej scenie dała początek setkom komiksów które powstawały na bazie szczątkowej fabuły pierwszego obcego, kto wie, czy właśnie tamta wizja nie skłoniła Scotta do ponownego wejścia w przerażające uniwersum Xenomorphów?

Produkcja nie jest pozbawiona kilku wad: przede wszystkim brak jest spójnej logiki w scenariuszu związanej z wiarygodnością ewolucji „Obcego”. Prawdopodobnie sami twórcy nie byliby w stanie odpowiedzieć w jaki ona dokładnie sposób zaszła, i jak to możliwe że Xenomorph osiągnął tak potężne rozmiary. Niedopowiedzenie to jest celowe, ponieważ scenarzyście Dan’owi O'Bannon’owi zależało na tym, aby Obcy został jak najmniej poznany: im mniej o nim wiemy, tym bardziej niebezpieczny wydaje się dla widza, niemniej niesmak pozostaje. Ciągłe trzymanie widza w napięciu zamiast mocnego finału (spoiler!) uciekło w zbytni banał i kompletnie niedorzeczną scenę autodestrukcji statku „Nostromo”. To wszystko są jedynie detale nie mające dużego wpływu na końcowy odbiór całokształtu produkcji, mimo wszystko zakończenie historii można było napisać znacznie lepiej, pozostawiając lepsze pomysły do kontynuacji niż miało to miejsce przy produkcji Camerona i reszty. Koniec końców, Scott nie do końca wykorzystał również potencjał jaki krył się w ścieżce dźwiękowej – o ile warstwa muzyczna sprawdzała się przy scenach względnego spokoju, o tyle nie nadążała już za ogromem napięcia do którego doprowadza widza ostatnie kilkadziesiąt minut filmu.

Obcy: Ósmy Pasażer Nostromo był trampoliną do kariery dla wielu osób, często trwającej po dziś dzień. Dzięki sukcesowi filmu Ridley Scott mógł zrealizować legendarnego Łowcę Androidów, Sigourney Weaver rozpoczęła karierę w Hollywood, a montażyści tacy jak David Crowther i Terry Rawlings na dobre mogli zadomowić sie w swojej branży. Film jest dzisiaj zaliczany do absolutnej czołówki s-f ubiegłego wieku, o czym najlepiej świadczy fakt, że obok Gwiezdnych Wojen i Star Streka niewiele produkcji doczekało się tylu remake’ów, komiksów, gier i książek.

Pozycja obowiązkowa.

Inne teksty tego autora: