Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Klaus Schulze - Irrlicht (USŚ #1)

Napisane przez: Subterranean , Rodzaj: Recenzja , Dodane: 2013-05-01

UWAGA, STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI #1

„UWAGA, STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI” to nowy cykl recenzencki w Magazynie Gateway. Miast pisać prosty opis albumu muzycznego, recenzenci spróbują w nim wczuć się w dany utwór i popuścić wodze wyobraźni, spisując swoje skojarzenia związane z wysłuchiwaną muzyką.

Ebene

Powoli opadasz ku nieznanej planecie, wraz z demonicznymi nawoływaniami wysokich tonów. Promienie słońca odbijają się w wodach czerwonego oceanu, a muzyka zmienia się z serii narastających pisków w ponury dron. Karmazynowe fale wkrótce ustępują miejsca rozległym, czarnym lądom, wypalonym z życia.

Kiedyś to miejsce tętniło dostatkiem, jednak wulkaniczny kataklizm w jednej chwili przemienił zielone krainy w mroczne pola grobowców. Ostatnim, co pozostawia tym wymarłym terenom jakąś nadzieję, jest przedzierające się przez pylistą atmosferę światło słońca - chaotyczna melodia ukryta pod całunem ciemności, która zdaje się z każdym taktem nabierać kształtu i majestatu… Miast osiągnąć apogeum znika jednak, gdy najmniej się tego spodziewasz, pozostawiając cię samego przed obliczem ostatecznej zagłady.

Ani śladu życia, nawet najmniejszych zwierząt, nikogo, pustka jest przytłaczająca. Kosmiczne miasto wypalone płomieniem, utrwalone w czerni. Pośrodku wznosi się potężny gmach, z jego okien wyleciały szyby, wielkie metalowe drzwi, wyważone - leżą, osypane piachem. Zerkasz do środka - widzisz salę olbrzymich rozmiarów, pustą, nieużywaną od lat. Resztki melodii wynurzające się spod monotonnego buczenia przypominają o latach świetności tego miejsca, o wspaniałych koncertach, jakie musiały się tu odbywać.

Potężne uderzenie syntezatora, zmusza cię do ponownego podjęcia podróży. Przyspieszasz, wzlatujesz do góry, kierujesz się daleko od spalonego świata, ponad spokojne równiny skute wiecznym lodem. Oślepiająca biel kontrastuje z tym, co widziałeś wcześniej, intensywnie wypalając swoje oblicze w twojej świadomości.

Zbliżasz się ku powierzchni, widzisz, że spod śniegu wynurzają się złoża niebieskich kryształów - więcej i więcej. Wzrok oswaja się z jaskrawym światem. Wyczuwasz powolną melodię, nagle uderza cię piękno tego dziwacznego krajobrazu.

Gdzieś w tle słychać niezidentyfikowane zawodzenie - może to wiatr dmie przez kryształowe pustkowia, a może jednak jakieś stworzenie zdołało przeżyć zagładę? Schroniło się w labiryntach lśniących kamieni i czeka na nadejście lepszych czasów, snując się w poszukiwaniu pożywienia? Może jest nadzieja dla tego świata?

Wiatr podrywa twoje ciało do góry, znowu, zmusza do dalszej drogi, obrazy przesuwają się chwilami zbyt szybko by móc je zrozumieć. Zawodzenie staje się coraz głośniejsze, bardziej wyraźne. Gdzieś daleko, tuż przy ledwo rozróżnialnej linii horyzontu dostrzegasz grupki czarnych punktów przesuwające się powoli, bez ładu i składu. Wiatr jednak daje opór twojej potrzebie lotu w ich kierunku, zabiera cię wyżej – coraz dalej od powierzchni planety.

Robi się ciemno. Czarno. Muzyka zaczyna drażnić, a tobie brakuje już powietrza, płuca płoną w bolesnym ucisku. Nie sposób wyrwać się z śmiertelnego crescenda, które zdaje się ciągnąć w nieskończoność.

Nie umierasz. Wpadasz w trans, w narkotyczne omdlenie. Kosmiczny wiatr muska twoje ciało, muzyka już nie rani, daje wrażenie kontroli nad biegiem wydarzeń. Od teraz, ty i kosmos stanowicie jedność.

Teraz masz pewność. Ten świat, jego mieszkańcy – nie umarli. Życie wstąpiło na wyższy poziom egzystencji. Organiczna materia stała się częścią czystej siły wszechświata, opuściła krainy śmiertelnych – wystawiając powierzchnię planety na zniszczenie przez wzburzone wody i wulkaniczne stożki.

Czujesz to. Obok siebie. W sobie. Wszędzie.

Nagle wszystko się kończy.

Absolutna ciemność.

Gewitter

Uderzasz o twardą powierzchnię.

Tutaj, ponad egzystencją, idee zderzają się niczym atomy cząsteczek, wywołując trzęsienia wzdłuż czasu i przestrzeni. To groźny nadświat pełen wzlotów i upadków czystej energii, raz po raz rzucających tobą na wszystkie strony. Mroczne dźwięki, które wcześniej przepełniały twoją głowę nabrały łagodności, choć nadal niosą ze sobą tajemniczy potencjał. Kiedy się rozglądasz dookoła, chcesz się ukryć w tej tajemnicy przed powtarzalnym grzmotem, wywoływanym falami niezrozumiałych konstruktów przelatujących po czarnym nieboskłonie.

Jednostajny wizg pcha cię przez magnetyczne światy myśli ku białemu punktowi w oddali. Światło w tunelu? Ratunek? Punkt jest coraz bliżej i bliżej…. Gdy przekraczasz poświetlistą bramę, wszystko znika ponownie.

W otchłani niebytu.

Exil Sils Maria

Przez niewidoczną dziurę w czerni wszechświata, powracasz z powrotem, do wymiarów człowieka. Odzyskując ciało, niepewnie ruszasz rękoma, znowu utkwiwszy w śmiertelnej skorupie. Ubogi w znaczenia, ograniczony skórą i kośćmi, jednak z powrotem w pojmowalnym, rozsądnym świecie - kosmiczny skafander bezpiecznie oddziela cię od ciemnej otchłani.

Przed tobą czarno-czerwona planeta, na której lądowałeś, o której śniłeś tak głęboki sen - rozpościera się w martwym majestacie. Białe czapy lądolodów pokryte żyłą niebieskich kryształów, wieńczą ponury glob, kuszą spokojem, ale te czarne, wypalone ziemie przypominają o niebezpieczeństwie czyhającym wewnątrz niespokojnych wulkanów.

Odwracasz wzrok od tego kosmicznego nagrobku. Kierujesz się ku swej stacji kosmicznej, unikając szalonych zawirowań grawitacji. Paszcza metalowego kolosa kusi ciepłem bijącym z wnętrza, drzwi zatrzaskują się a ty słyszysz świst powietrza wtłaczanego do śluzy..

Szum wprawia cię w nieprzyjemny nastrój.

Czy to, co nastąpiło było li tylko snem, czy jednak wydarzyło się naprawdę? Jak wiele minęło czasu, odkąd opuściłeś stację? Dlaczego nikt nie odpowiada przez systemy komunikacji? Jedyne, co wyłapujesz, to poruszający się za drzwiami śluzy robot magazynowy, przestawiający skrzynie z paliwem i zapasowym częściami, skrzypiący swa mechaniczną monotonią.

Poziomy ciśnień są już wyrównane, a jednak szum w uszach narasta, nie cichnie…

Co się dzieje? Co jest nie tak? Dlaczego drzwi nie działają?

Nagle słychać huk. Wnętrzności jeszcze przed nogami, wyczuwają, że spadasz. Serce podchodzi pod samo gardło.

Ktoś wystrzelił śluzę ze stacji! Dlaczego? Co się stało?

Ciało dryfuje w nieważkości przez ciemność, dźwięk syreny alarmowej pulsuje pod czaszką. Nic już nie da się zrobić. Wszystko skończone.

Czy teraz nie wolałbyś zostać na górze, w nieśmiertelnych krainach? Dlaczego uciekłeś tak szybko?

Poziom ciśnienia zmienia się, wyczuwasz coś jakby przyciąganie. Twarde podłoże, ściana śluzy daje oparcie stopom. Stoisz, w oknie widzisz popielate chmury. Spadasz poprzez atmosferę na powierzchnię wyśnionej planety. Czy tak ma się wypełnić twoja wizja? Czy historia zatacza właśnie koło?

Teraz tu będzie twój dom.

Z monotonii wyłania się promienny dron, powraca nadzieja, śluza uderza w taflę czerwonego oceanu - nurkuje by zaraz wychynąć na powierzchnię i utrzymywać się chybotliwie. Zasadzasz się i otwierasz drzwi, które są teraz sufitem. Chociaż dźwięk hulającego wiatru chce przekłuć bębenki twoich uszu, zdaje ci się on głosem zwycięstwa.

Muzyka powraca… Dron zmienia się w spokojną, mistyczną plamę, łagodzącą twoje wejście w obręb nowego, obcego świata. Rozglądasz się dookoła i odrywasz rurę sterczącą ze ściany śluzy. Opychasz się w wodzie, z łatwością kierując tak skonstruowanym statkiem w stronę czarnego wybrzeża.

Wysiadając, widzisz świat w ruinie. Obraz przytłaczający, jednak dziwnie piękny. Myślisz o prastarej sali koncertowej, którą widziałeś w swojej wizji - kierujesz się ku centrum wymarłego miasta. Chcesz ją zobaczyć.

.

Wchodzisz do auli przez zniszczone wrota. Cisza, jedynie wiatr zawodzi jak wcześniej, jak w twoim śnie. Melodia już dawno umarła.

Zawieszony między życiem a śmiercią, stoisz w obcym świecie.

Czekasz na coś, co nie nastąpi.

Inne teksty tego autora: