Javascript jest akutalnie wyłączony. Ta strona wymaga włączenia skryptów. Proszę włącz javascript w swojej przeglądarce!

Wywiad z Markiem Bilińskim

Napisane przez: Subterranean , Rodzaj: Wywiad , Dodane: 2013-06-07
Marek Biliński – legenda polskiej muzyki elektronicznej, w ekskluzywnym wywiadzie dla naszego magazynu. Opowiada o swojej muzyce, koncertach i planach na przyszłość. Dowiemy się też, co sądzi o słynnej „Ucieczce z Tropiku”, oraz skąd czerpie inspiracje dla swojej muzyki. Wywiad był możliwy dzięki uprzejmości i determinacji nieocenionego Patienta.

Zapraszamy do lektury!

Witam Panie Marku! Na wstępie chciałem powiedzieć, że jestem Pana wiernym fanem, a Pana muzyka towarzyszy mi praktycznie od najmłodszych lat. Jest mi więc niezwykle miło, ze możemy porozmawiać. Na początek chciałbym Pana zapytać o to, jak zainteresował się Pan muzyką elektroniczną, kto Pana do tego zainspirował i czy przypuszczał Pan, że zostanie uznanym muzykiem?

W moim życiu zawodowym, najpierw była muzyka klasyczna, potem pojawił się Georg Gershwin i jego „Błękitna rapsodia” oraz „Amerykanin w Paryżu”, dalej jazz i Miles Davis, oraz Modest Musorgski - „Obrazki z wystawy” w wersji orkiestrowej, no i „Obrazki z wystawy” w interpretacji Isao Tomity i ELP – Emerson Lake & Palmer. Była to połowa lat 70-tych XX wieku. Wtedy zacząłem rozumieć jaką muzyką chciałbym się w życiu zająć. Dźwięki ówczesnych syntezatorów analogowych, szczęśliwie trafiłem na Minimooga, prowadziły mnie przez całe moje życie zawodowe. Na początku kariery artystycznej nikt nie jest pewien jak ją skończy, czyli nie wiadomo, czy będzie się kiedyś po latach uznanym muzykiem. Oczywiście każdy artysta chce przetrwać próbę czasu, a niewielu to się udaje.

W związku z poprzednim: mógłby Pan wskazać swoich ulubionych artystów z kręgu muzyki elektronicznej? Czy śledzi Pan dokonania współczesnych muzyków, również tych tworzących jedynie na komputerach?

Z zainteresowaniem śledzę to, co się w muzyce elektronicznej dokonuje. Nie mam ulubionych artystów, są tylko bardziej lub mniej udane kompozycje. Dla mnie to, co teraz jest odkrywane jako nowość w muzyce elektronicznej, było nowością ale 30 lat temu.

Czy w tworzeniu muzyki elektronicznej zmieniło się dużo? Jak Pan wspomina pracę z muzyką lata temu i w obecnych czasach ?

Według mnie różnica polega na technologii. Wówczas nie było tak szybkich komputerów, cała reszta, czyli proces twórczy nie zmienił się, nadal wszystko trzeba wymyślić w głowie.

Jak Pan sam odnajduje się dziś jako muzyk, czy nie ma Pan czasem dość tego co robi?

Tego się nie ma nigdy dość. To jest ta subtelna różnica pomiędzy pracą a pasją.

Który ze swoich solowych albumów uważa Pan za najbardziej udany ? Ja sam najczęściej słucham płyty „E≠mc²”, która jest chyba Pana najsłynniejszym nagraniem.

Rzeczywiście, muzyka z płyty „E≠mc²” zawiera wiele fajnych tematów i ma ogromny ładunek emocjonalny, dlatego chętnie grywam ją na koncertach. Zawsze jednak ostatnia płyta, którą wydałem, w tym wypadku „Mały Książę” jest mi najbliższa, w dodatku doczekała się nominacji do Fryderyków 2011.

„Ucieczka z Tropiku” to chyba Pana najbardziej rozpoznawalny utwór. Co Pan dziś o nim sądzi i jak wspomina Pan pracę nad teledyskiem do niego?

Uważam, że jest to świetny utwór, zawiera wszystkie te elementy, które pojawiają się we współczesnej muzyce elektronicznej i może służyć jako wzór dla współczesnych muzyków. Popularność teledysku przekroczyła wszelkie nasze oczekiwania. Trzej twórcy tego teledysku panowie Falkiewicz, Lickiewicz i Oziewicz, napisali scenariusz i potem go realizowaliśmy. Praca nad nim przebiegała stabilnie. Najważniejszy był pomysł i dynamiczny montaż końcowy poszczególnych scen.

Przez około czternaście lat nie nagrywał Pan nowych albumów jednak w 2008 roku pojawiła się płyta „Fire” a dwa lata później „Mały książę”. Skąd tak długa przerwa i co skłoniło Pana do powrotu do nagrywania.

Życie samo pisze scenariusze i nie zawsze są one posłuszne naszej woli. Każda płyta jest tematycznie inna od poprzedniej. Długo szukałem tematu i wróciłem do korzeni, czyli do rocka progresywnego w „Fire”, a „Mały Książę” od długiego czasu był w moich myślach i planach i czekał na realizację do 2010 roku.

Oprócz płyt, zaistniał Pan ze słynnych koncertów łączących muzykę ze świetlnymi projekcjami. Może Pan coś o nich powiedzieć? Czy ma Pan zamiar je kontynuować?

Rzeczywiście w swojej karierze zrealizowałem ich kilkadziesiąt i za każdym razem jest to dla mnie wielkie przeżycie emocjonalne i estetyczne, wymaga ogromnego zaangażowania i indywidualnego podejścia. Oprócz tego w realizacji takiego koncertu jednak najważniejsza jest technologia i budżet.

I ostatnie pytanie: jakie są Pana plany na przyszłość. Czy usłyszymy jeszcze jakieś nowe nagrania, może archiwalia?

Tak, właśnie jestem w trakcie realizacji płyty koncertowej z dużym aparatem wykonawczym – zespół muzyków i chór mieszany. Wydanie planuję na jesień tego roku. Tytuł płyty „Marek Biliński – live” ... po prostu.

Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu i życzę powodzenia w dalszych planach.

Marek Biliński w Internecie:

Strona oficjalna
Strona na iTunes
Strona na Facebook
Strona na Google+
Kanał na Youtube
Kanał na Soundcloud

Inne teksty tego autora: